Stałam przed drzwiami mieszkania. Scott odjechał, zostawił mnie samą. Czułam się okropnie, kiedy mnie opuszczał, ale przecież nie możemy być bez przerwy razem. To byłoby nierealne, takie wspaniałe. Otworzyłam drzwi, weszłam do przedpokoju. W kuchni światło było zgaszone, mój wzrok skierował się w stronę salonu, gdzie siedziałam mama z Toddem oraz Kevinem. Nie odwracali się, byli pochłonięci filmem, który oglądali. To może i lepiej? Sama nie umiem tego określić, w gruncie rzeczy wolę, aby nie wypytywali gdzie byłam, z kim byłam i co robiłam, a przecież to ich specjalność. Zapaliłam światło w kuchni, podeszłam do lodówki i wyjęłam z niej kartonik z sokiem pomarańczowym. Z górnej szafki wyciągnęłam szklankę, po czym wlałam do niej sok, następnie odkładając go z powrotem na miejsce. Usiadłam na blacie, popijając sok. Ciekawiło mnie co teraz robi Scott, czy on również nie może się doczekać naszego następnego spotkania, czy może już o mnie zapomniał. Miałam totalny bałagan w głowię, nie wiedziałam co mam myśleć, ani jak. Kompletnie irytujące, a dzień zapowiadał się wspaniale. Wstałam, umyłam szklankę i weszłam do salonu. Kevin odwrócił się w moją stronę. -Cześć.- powiedział, po czym odwrócił się w kierunku telewizora.
- Gdzie byłaś? - spytała mama. Nie mogę jej powiedzieć, że byłam ze Scottem, ale nie mogę również skłamać, za dużo kłamstw pojawiło się w moim życiu, chcę prawdy? To ją dostanie, nawet jakbym miała jej wyśpiewać wszystko, nawet te najbrutalniejsze rzeczy, tą cholerną rzeczywistość. Chcę zmienić to wszystko, nie mogę jej cały czas oszukiwać, zwłaszcza w takich momentach, może uda mi się naprawić to co było między nami zanim odszedł tata. Wtedy byłyśmy dla siebie najlepszymi przyjaciółkami, a gdy pojawił się Todd, zmieniła się, tak jak ja.
- Byłam na mieście razem ze Scottem.
- Tak? Nie mogę uwierzyć, dlaczego pani Alan nie zadzwoniła do mnie?
- Skąd ja mam wiedzieć?
- Ehm, nieważne. Zadzwonię do niej rano, robiliście coś ciekawego? Oprowadziłaś go po mieście?
- Już mówiłam że tylko chodziliśmy. Nie musiałam go oprowadzać, on nawet lepiej zna to miasto niż ja. Przepraszam,ale jestem zmęczona dzisiejszym dniem, przesłuchanie się skończyło?
- Tak. Nie jesteś czasem głodna?
- Nie,dziękuję. Dobranoc.- powiedziałam, po czym skierowałam się do mojego pokoju, zauważyłam w mamie coś innego, takiego opiekuńczego. To nowość u niej, chociaż powiem że całkiem przyjemne. Szybko zdjęłam ubrania i rzuciłam je w kąt, zakładając piżamę. Wpełzłam do łóżka, przykrywając się kołdrą, mocno się w nią wtuliłam. Myślałam o Scottcie, o dzisiejszej nocy, oraz o jutrzejszej. Pragnęłam go, i to całego. Najgorsze było to, że nie wiedziałam czy on również mnie chcę. Byłam w nim zakochana, czułam to sercem, duszą oraz umysłem. Zasnęłam. Śniły mi się kolorowe kwiaty, ludzie, ale tacy, którzy są szczęśliwy, zakochani. Było widać, że Ci ludzie się kochają, naprawdę kochają. Obraz zaczął stawiać się zamazany, obudziłam się, było po siódmej. Ostatni dzień szkoły, dwa miesiące bez patrzenia na Abby, to jak marzenie. Wygrzebałam się z łóżka, podeszłam do okna by zobaczyć pogodę, było pochmurnie, ale ciepło. Założyłam białą bluzkę, krótkie spodenki, oraz wysokie buty. Z włosów zrobiłam jeden warkocz, który przerzuciłam na prawą stronę. Zbiegłam na dół, w kuchni siedziała mama pijąca kawę, ruchem głowy pokazała mi, że mam usiąść na przeciwko niej. Tak więc zrobiłam...
- Masz ochotę na śniadanie?
- Jasne...Gdzie Todd i Kevin?- zapytałam.
- Todd odwiózł Kevina do szkoły, miał dzisiaj jeszcze kółko, potem pojedzie jeszcze coś załatwić i wróci, ja mam dzisiaj wolne, dlatego wstałam szybciej by zrobić ci śniadanie.
- Dzięki, nie musiałaś.
- Wiesz Ellie, znaczysz dla mnie wiele, dlatego chcę byś to zauważała. Może robienie śniadania to nie jest jakieś wielkie poświęcenie, lecz na pewno od serca. Kocham Cię, dalej cały ten brutalny czas jaki musiałaś przechodzić, wiem że nie było Ci łatwo, wiem że nie chciałaś ze mną o tym rozmawiać, wiem również że te zmiany źle na Ciebie wpływają...
Zatkało mnie. Moja własna matka, powiedziała to co od zawsze chciałam usłyszeć. Nie wiem czy bardziej chce mi się płakać, czy krzyczeć. Jestem w kropce.
- Ellie, damy radę razem. Ufaj mi, proszę.
- Mamo...To co powiedziałaś. To po prostu dla mnie jest czymś nowym, nie wiedziałam że Cię na to stać, na serio. Ufam Ci.- odparłam.
- Dobrze, i ufaj. Cały czas, do końca moich dni. Obiecujesz?
- Nigdy nie przestałam Ci ufać, więc dlaczego miałoby się to stać?-spytałam.
- Ehm...Kochana jesteś. No, ale dobrze. Proszę, smacznego.- podała mi talerz z naleśnikami.
- Dziękuję. Mamo, czy ja jestem dziwna? - przypominając sobie to, co powiedziała o mnie Abby na wf, chciałam znać prawdę, czy ludzie na prawdę mnie tak widzą? Jako "dziwadło"?
- Nie. Jesteś sobą, wyjątkowa, troskliwa, wrażliwa, nieśmiała. Coś się stało, że pytasz?
- Nic szczególnego, co umknęło mojej uwadze. Tak jakoś mi się to wzięło...
- Dobrze. Wiesz jeśli chciałabyś porozmawiać, powiedz mi.
- Okej, dzięki.- dokończyłam śniadanie, przytuliłam mamę i wybiegłam na autobus. Dziewięć minut do dzwonka, jestem przed swoją szafką. W moją stronę idzie Scott, serce zaczęło bić mi mocniej. Ujął moją twarz w swoje dłonie i pocałował mnie czule, to było wspaniałe. Spojrzał na mnie.
- Jesteś wolna po szkole?-spytał.
- Tak.
- To świetnie, po ostatnim dzwonku przed szkołą, buźka.
Trochę to dziwnie brzmiało w słowach chłopaka, ale równocześnie uroczo. Tylko cztery lekcje. Chemia, angielski, fizyka oraz geografia. Poszło szybko, zaczęłam iść w stronę głównego wejścia. Wyszłam ze szkoły, przy aucie stał Scott, podbiegłam do niego i rzuciłam się mu na szyję, zaczął mnie całować, Abby z drugiej strony parkingu widziała wszystko i zaczęła nas bacznie obserwować, widziałam gniew w jej oczach. Scott zauważył że się niepokoję, spojrzał na mnie opiekuńczo i spytał. - Coś nie tak? Źle Cię całuję czy co?
- Hm? Nie, nic z tych rzeczy. Po prostu, ta dziewczyna, Abby, ona chodzi z moim bratem i nie znosi mnie. Gapi się na nas, jest zła.
- Pieprzyć to.
- Może i masz rację,ale to krępujące.-powiedziałam.
- Eh. Ty i te Twoje intymne sprawy, dobrze, jedźmy, chcę Ci się popisać.
- Dobra.- wskoczyłam do samochodu, Scott ruszył. Przejechaliśmy cztery dzielnice, zatrzymaliśmy się przy starym parku, gdzie po drugiej stronie jest boisko do koszykówki. Założę się, że właśnie to jest cel naszej wyprawy, jednym słowem "tu chcę się popisać" Weszliśmy na boisko, usiadłam na oparciu starej drewnianej ławki i analizowałam, każdy ruch Scotta. Był przy tym taki, skupiony, to mnie pociągało.
- Umiesz tak? Hm?- spytał, dobrze znając odpowiedź.
- Nie denerwuj mnie lepiej,heh.
- No co? Tylko zapytałem.
- No pewnie. - zaśmiałam się. Podszedł do mnie, pocałował namiętnie po czym usiadł obok mnie. Kochałam go,ale nie widziałam jak mu to powiedzieć, może lepiej mu tego nie powiem?
- Ellie, muszę Ci coś powiedzieć...
Cholera, czy on chcę powiedzieć to co mam na myśli?
- Wiesz, ja też muszę Ci coś powiedzieć.
- Więc proszę, panią się ustępuję.
- Co? Wiesz wolę byś ty zaczął. Tak będzie lepiej.- odparłam.
- No dobra, to ja będę facetem w grupie.-zaśmiał się.- No dobrze, bo chcę byś wiedziała że mi na Tobie zależy, czuję chyba że Cię kocham. Długo z tym czekałem, ale chcę byś o tym wiedziała, na prawdę.
Zamurowało mnie, nie mogę w to uwierzyć, na prawdę mu na mnie zależy, to jest niewiarygodne.
- Wiesz tak na prawdę,to chciałam Ci powiedzieć to samo, ale bałam się.-powiedziałam to w końcu, nareszcie!
- No to super.- złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie, delikatnie całując. Po tym to oznacza, że jesteśmy już razem. Mam osobę, która mnie kocha i szanuję, po tylu brutalnych sesjach jakie przeżyłam, to dar. Wyjęłam marker z plecaka i wielkimi literami napisałam na ławce. " ELLIE + SCOTT = ♥ "
Ciąg dalszy poproszę !. <3
OdpowiedzUsuń