niedziela, 26 lutego 2012

Rozdział Drugi

Leżałam tam nie przytomna jakąś godzinę.Mój brat właśnie szedł do swojego pokoju,spojrzał w dół i zobaczył mnie leżącą na ziemi.Pierwsze co przyszło mu do głowy,to żeby zawołać mamę,ale sam nie był do końca pewny,bał się że mogło mi się coś stać poważnego.Jak upadłam uderzyłam głową o twardą podłogę.Pomyślał że dostałam wstrząśnienia mózgu,wstał i zbiegł na dół.Parę razy z pośpiechu się potknął.Mój dom składał się z głównego wejścia,wchodząc był długi korytarz,po lewej stronie kuchnia a po prawej salon.Na końcu korytarza można znaleźć małą łazienkę,oraz drzwi prowadzące na dół do piwnicy.Spoglądając przed siebie można zauważyć drzwi,które prowadzą do ogródka pełnego kwiatów i drzew,które mój ojciec tam zasadził.Byłam mała,pomagałam mu w tym.Nie zapomnę tego gdy złapał mnie za moje małe rączki i posadził na huśtawce,swoimi dłońmi huśtał mnie wysoko.Czułam się wtedy jak w jakiejś bajce,dookoła śpiewały ptaki,wiatr powiewał delikatnie moimi włosami na różne strony.Moje policzki były różowe,uśmiech zawsze szczery.Tata powiedział żebym się trzymała bo inaczej spadnę.Trzymałam się mocno,nie chciałam puścić,myślałam że to sen,lecz to wszystko było na jawie.Chciałam żeby to nigdy nie mijało.Zawsze z tatą następnie piliśmy zimną lemoniadę,pomagał mi zawsze zasadzić te pomarańczowe kwiatki.Ostatniego dnia życia mojego ojca złapał mnie za rękę i powiedział : "Ellie,kwiatuszku.Chodźby nie wiem co się stało pamiętaj kim jesteś.Jesteś moją małą córeczką i nie zapominaj o tym. " Następnego ranka chciałam pobawić się z tatą w ogrodzie,weszłam moimi małymi stópkami po tych schodach,wskoczyłam do łóżka i mówiłam :"Tato!Słońce świeci,obudź się i chodź się pobawić..."Nie odpowiedział mi,zawołałam mamę i wezwała pogotowie.Dowiedziałam się że mój ojciec dostał zawału dwie minuty przed moim przyjściem.Pojechałyśmy do szpitala,płakałam.Nie chciałam by mój ojciec umarł.Nie teraz,potrzebowałam go.Wtuliłam się w niego a on powiedział jak bardzo mnie kocha.Przychodziłam codziennie do taty.Lecz na marne,mój ojciec zmarł.Na pogrzebie powtarzałam sobie:Tatku,kocham Cię tak bardzo na zawsze.Nie chciałam by go zakopali.Był dla mnie wszystkim co miałam.Wracając do domu,schody były szerokie,potem idąc prosto po lewej stronie jest łazienka,na końcu korytarza po prawej mój pokój,a po lewej pokój brata, na samym końcu przed sobą,pokój rodziców.Mój brat wbiegł do salonu.-Mamo!Ellie jest nie przytomna!
-Co?-wszyscy przybiegli do góry, położyli mnie na łóżku i czekali aż się obudzę. Minęła godzina,powoli zaczęłam odzyskiwać przytomność.Widziałam że mama jest zła,zacisnęła zęby.Nie chciałam jej rozzłościć.Ale jestem tylko dzieckiem z problemami.Jak każdy,ale moje były zbyt trudne.Wiedziałam że mama zacznie zaraz to swoje wielkie "pouczanie". -Co Ci znowu przyszło do głowy!?
-Co znowu? Nic,źle się poczułam i tyle.
-Dziwne że Ty jakoś codziennie źle się czujesz,wszyscy robią dla Ciebie a Ty nic!
-Wszyscy?!A co Ty zrobiłaś dla mnie!?Po śmierci ojca znalazłaś se tego frajera by nie czuć się sama,ale nigdy nie zrobiłaś nic dla mnie!
-On dla Ciebie dużo robi!
-ON!?ON nie jest moim ojcem i nie proszę go o to!Mam go w dupie!
-Mam Cię już dość,troszczymy się o Ciebie a Ty nic!
Mój brat doszedł do tej dyskusji.-Mamo,Ellie ma rację,nie widzisz świata poza Toddem a Ellie potrzebuję Twojego wsparcia.Jest zagrożona.
-Co?!Znowu!?Ellie kurde!Mam dość tych zagrożeń,weź Ty się w garść i się ucz a nie !
-Ale mamo...
-Żadne ale , wychodzę z Toddem,żegnam.-Mama trzasnęła drzwiami.
Byłam zła,rzuciłam jej zdjęciem o ścianę. Nie mogłam uwierzyć że nie jestem dla niej ważna,tylko ten zasrany Todd.Ona to ma tupet..Chciałam umrzeć...właśnie teraz.
-Słuchaj..
-Nie mam ochoty gadać,wychodzę.Pa.-Po czym wyszłam z pokoju,nawet nie chciałam rozmawiać z moim bratem,a to dla mnie nowość.Zawsze razem rozmawialiśmy,ale teraz nawet nie miałam siły.Chciałam uciec od rzeczywistości,poszłam więc do ogrodu mojego ojca.Usiadłam na starej huśtawce,była już zardzewiała, nie pamiętam kiedy ostatnio na niej się bujałam,ale miałam nadzieję że jeszcze mnie utrzyma.Odepchnęłam się nogą i rozbujałam wysoko,tak jak wtedy mnie mój kochany,tata.Chciałam wyżej, i wyżej , i wyżej.Wpadłam w trans,zamknęłam oczy i zobaczyłam tam małą Ellie z ojcem w ogrodzie bawiących się w księżniczkę.Mój tata przebrał mnie i był królem,a ja królową.Poczułam jak łza leci mi po poliku.Huśtawka się zatrzymała,siedziałam tam przez dłuższą chwilę.Płakałam,właśnie teraz.Otarłam łzy rękawem swetra,dostałam kataru.Usłyszałam że dzwoni telefon w mojej kieszeni więc odebrałam,usłyszałam głos Chelsea. -Hej,co robisz?
-Teraz?Użalam się nad sobą,a co?
-Nie nic,po prostu tak pytam,chciałabyś ze mną przejść się do knajpki Ell Jonson?
-No dobra,spotkamy się na miejscu,pa.-Po czym się rozłączyłam,musiałam wyjść z doła i to była okazja by się dowiedzieć co pisała Chelsea. Więc ruszyłam,po jakichś trzydziestu minutach byłam na miejscu,Chelsea była już w środku,weszłam więc i usiadłam koło niej.Z kuchni było czuć piękne zapachy różnorakiego jedzenia.Ja i Chelsea zawsze zamawiamy pączki z lukrem więc dla nas to normalne.Chelsea zaczęła rozmowę.-Czemu się użalałaś?
-Wiesz,wróciły myśli ze starych czasów.
-Ah..żyjesz przeszłością.
-Możliwe,dobra po co chciałaś się spotkać?
-A tak sobie,na plotki.Bo wiesz dowiedziałam się dość dużo.
-Mianowicie.
-Wiesz,bo podobno Abby jest zakochana w Twoim braciszku.-posłała mi diabelski uśmieszek.
-Coś ty?
-Na serio.-I tak rozmawiałyśmy, po pewnym czasie,weszła Abby ( mój odwieczny wróg i najgłupsza dziewczyna w szkole )
-Hej,widzę że nadal jecie te pączki .
-Spadaj.-powiedziałam z lekką ironią
-Hm,według mnie będziecie grube.
Chelsea się włączyła.-Abby możesz iść bo zasłaniasz mądre osoby.
-Żałosne jesteście.-Nareszcie paszczur polazł. Cóż, po jakimś Chelsea też poszła, a ja nadal nie wiem co pisała w zeszycie.Więc wyszłam,szłam sama,było ciemno.Jakoś tak 21-22 coś koło tego.Weszłam do metra,byłam sama.Bałam się.Z oddali usłyszałam tupanie.. I jak zwykle wpadłam w kłopoty...

sobota, 25 lutego 2012

Rozdział Pierwszy

Jeszcze tydzień do końca roku szkolnego. Właśnie dzisiaj nauczyciele wystawiają oceny końcowe. Cóż,na pewno będzie dwója z Biologii i trójka z Chemii. Pani Smith jeździła długopisem po dzienniku, tylko czekała aż znajdzie się jakaś ofiara do przepytania.Miałam tylko nadzieję że tą ofiarą nie padnę ja,nie dość że mam problemy z nauką to jeszcze z nauczycielami.Jeszcze minuta do dzwonka,patrząc się na wskazówki zegara miałam tylko nadzieję że zaraz zadzwoni dzwonek,który uratuję mnie z tej koszmarnej lekcji WOSu.Pani Smith spojrzała się na zegarek na swoim nadgarstku,westchnęła głośno i powiedziała:- Cóż,za parę minut zadzwoni dzwonek więc nie ma już sensu was pytać.-spojrzała w moją stronę,cała klasa radowała się że pani nas nie spyta,każdy nie miał za dobrych ocen.A w szczególności ja.Moja mama nie była dumna z moich ocen.Czekając na tą ostatnią minutę przed dzwonkiem kątem oka zobaczyłam jak Chelsea pisała coś w zeszycie.Nie mogłam nic przeczytać z jej bazgrołów.Zapadła cisza,ostatnie trzydzieści sekund przed końcem lekcji.W tej chwili weszła pani dyrektor by oznajmić kto może być zagrożony. Wywołała moje nazwisko.Byłam przerażona,zagrożenie z trzech przedmiotów.Musiałam się jakoś ogarnąć,bo przecież jak matka się dowie mnie powiesi,ale muszę być silna.Przecież nie pierwszy raz zdołałam uciec przed nie zdaniem klasy.Właśnie zadzwonił dzwonek. Połowa klasy zaczęła natychmiastowo się pakować i wybiegać do kolejki w szatni.Chelsea i ja wyszłyśmy powolnym krokiem.Miałam zamiar zapytać się jej co pisała w zeszycie.Szłyśmy powoli,więc zebrałam się na odwagę.-Chelsea.   
-Tak? 
-Mogę wiedzieć co pisałaś w zeszycie?
-A po co ci to?-spojrzała na mnie złośliwie
-No nie wiem,chciałabym wiedzieć.
Westchnęła.-Słuchaj Ellie to że jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami nie oznacza że muszę Ci wszystko mówić prawda?
-Ale dlaczego to ukrywasz?!-powiedziałam z lekką ironią.
-Nic nie ukrywam,po prostu nie chcę o tym gadać i tyle.Przepraszam Cię,ale muszę wracać do domu.Pa,Ellie. - I tak zostawiła mnie samą. Nie miałam innego wyjścia, musiałam wracać sama.Zabrałam kurtkę i wybiegłam ze szkoły,cóż to ostatni tydzień.Wracając zastanawiałam się dlaczego Chelsea coś przede mną ukrywa,zawsze mówiłyśmy sobie wszystko.Po jakichś piętnastu minutach byłam w domu, wchodząc przez drzwi frontowe usłyszałam głos Todda. 
-Dlaczego tak długo?Czekałem z obiadem.-spojrzał na mnie z miną jakbym mu coś zrobiła.
-Nie zawsze będę na czas,a obiad mogę se przecież odgrzać.Nie musisz przecież podnosić tonu na mnie o byle co.
-Jak byś chciała wiedzieć to jak mamy nie ma to ja muszę się Tobą zajmować.
-Śmieszny jesteś. Słuchaj nie jesteś moim ojcem by mi matkować.Idę do siebie.-po tych mocnych dla niego słowach wbiegłam do swojego pokoju, trzasnęłam drzwiami i rzuciłam plecak na ziemię. Kim on jest ? Co to za facet ? On nie będzie mi mówił co mam robić ! Nie jest moim ojcem i niech sobie nie myśli że mi go zastąpi. Nikt nie zastąpi mi mojego ojca.On był niepowtarzalny. Siedząc tak na parapecie i patrząc w ciemne niebo zrozumiałam że moje życia w połowie nie ma sensu. Tak , czy siak musiałam coś z tym zrobić. Jak Todd wyjechał do pracy po moją mamę wyjęłam tabletki nasenne i połknęłam dwie.Ale nie wystarczyło mi to by się wyluzować.Zeszłam na dół do kuchni i znalazłam leżącą na blacie wódkę. Podniosłam ją i wbiegłam do siebie do pokoju.Usiadłam na ziemi pijąc głębokie łyki gorzkiej wódki. Będąc w lekkim odpływie , zaczęło mi się kręcić w głowie. Wstając przewracałam się na wszystkie strony.Było mi nie dobrze, wbiegłam więc do łazienki i wlałam wody do wanny,by się wykąpać. Obmyłam se twarz wodą nad zlewem,podobno to pomaga. Gdy wanna była gotowa, weszłam do niej w koszuli nocnej , którą w między czasie ubrałam.Oparłam głowę o krawężnik wanny,zaczęłam zasypiać.Wszystko dookoła zrobiło się zamazane i widziałam tylko plamy.Słysząc od kluczanie drzwi frontowych spojrzałam odruchowo w lewo , po czym zemdlałam.Mój brat wrócił ze szkoły.Odkładając plecak na ziemię otworzył lodówkę i wyjął z niej kartonik z sokiem pomarańczowym,wziął trzy duże łyki.Odłożył ją na miejsce i krzyknął :-Ellie!Jestem już!- nie słyszałam go. -Ellie?Ellie odezwij się!!!-przestraszony wbiegł do mojego pokoju, nie było mnie w nim więc wszedł do łazienki i zobaczył mnie nieruchomą w wannie.
-Shit!- Podniósł mnie i położył na łóżku, sprawdzał czy oddycham. Na łóżku zobaczył środki odurzające i butelkę po wódce. Połowa wylała się na dywan,było czuć alkohol. Wyjął z kieszeni komórkę i zadzwonił do mamy. Gdy ta odebrała powiedział jej że jest już w domu,po czym się rozłączył.Po chwili obudziłam się,delikatnie otworzyłam oczy,po czterdziestu sekundach byłam już tak jakby "trzeźwa" , spojrzałam na rozzłoszczonego brata.Wiedziałam że zaraz mi się oberwie..
-Odwaliło ci już totalnie.
Skierowałam wzrok w innym kierunku.
-Słuchaj ty mnie,nie wiem co Ci odbiło,ale nie rób tego więcej. Wiesz że możesz mogłaś się zachłysnąć wodą!?Pytam się do cholery?!
-Wiem!Ale Ty niczego nie rozumiesz...Ja mam dość takiego życia!Cały czas ten frajer mówi mi co mam robić a jeszcze mam problemy w szkole! Myślałam że to mi pomoże.. To zawsze pomaga...
-Nie mam do Ciebie siły wiesz..?
-Słuchaj,wiem że robię źle , ale tylko to mi pomaga..Odpływanie, czuję się wtedy jakby to był inny świat,nie przeszkadza mi to , bo wiem że wtedy nic mi nie grozi..
-Jesteś moją małą siostrzyczką i nie chcę byś cierpiała...
-Ale ja nie cierpię..
-Uciekasz od rzeczywistości!
-Wiesz,mam dość! Wychodzę.
-Nigdzie nie idziesz!-złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.Spojrzał mi głęboko w oczy.-Rozumiem że się boisz..Ale pamiętaj że jestem przy Tobie,ale to nie rozwiązuje problemu,tylko od nich ucieka,ale one nadal są.
-Wiem o tym.Tylko to mnie już przerasta..
-Ellie..opanuj się z tym.
-Eh,dobra.Ale nic nie mów mamie.Obiecujesz?-spojrzałam na niego.
-Obiecuję.-Przytulił mnie mocno do siebie, takiego brata to ja rozumiem.Od małego byliśmy sobie bliscy,ale nie wiedziałam że aż tak.Minęła godzina,Kevin oglądał mecz w telewizji a ja czytałam magazyn. Weszła mama z Toddem. Wyglądali na szczęśliwych,ale takie widoki mnie aż mdlą.On nie był moim tatą..Tatę mam jednego i dobrze o tym wiem. Ale on myślał inaczej.Miałam go gdzieś. Szczerze nie obchodziło mnie to gdzie on pracuję,jaką miał przeszłość.Patrząc jak się miziają , pomyślałam że pójdę do siebie, a więc tak zrobiłam. Idąc po schodach zrobiło mi się słabo,utrzymałam jednak równowagę. Będąc przed drzwiami spojrzałam na klamkę,była zamazana..Chciałam za nią złapać,ale zemdlałam...

Rozdział pierwszy zakończony...