środa, 28 marca 2012

Rozdział Czwarty

Obudziłam się wczesnym porankiem,nawet nie miałam sił już wstać po tym co się wczoraj wydarzyło.Prawdę mówiąc nie miałam ochoty na cokolwiek.Spoglądałam na biały sufit,z dołu usłyszałam głos mamy:-Ellie!Śniadanie na stole!Chodź!-powolnym ruchem wstałam z łóżka,wzięłam głęboki oddech,po czym wyszłam z pokoju.Szłam dosyć wolno,obrzydzał mnie fakt że mojemu bratu podoba się ta "zołza" oraz to że muszę jeść przy jednym stole z Toddem.Nienawidziłam go,on myślał że zastąpi mi mojego tatę.Dla mnie on jest nikim.Wtrącił się do naszego życia,słucha problemów oraz doradza mi jak mam żyć.Miałam go dość.Schodziłam po schodach,właśnie miałam przed sobą ostatni schodek.Z Kuchni słyszałam już jak się śmieją, nie lubiłam tego.Od śmierci ojca nie pamiętam kiedy ostatnio śmiałam się z mamą..Było mi z tym źle.Stanęłam przy wejściu do Kuchni,oparłam się o drzwi i spojrzałam na nich złowrogo.Todd odwrócił się i powiedział:-No siadaj,nie stój tak.-co miałam zrobić?Powiedzieć mu że ma spadać z mojego życia bo jest żałosny?Cóż,usiadłam.Nie miałam innego wyboru.Przecież to chłopak mamy.Nie będę robić scen jakbym miała z sześć lat.Przede mną mama postawiła talerz pełen bekonu,jajek oraz tostów,dostałam również herbatę  malinową.Zaczęłam powoli jeść.W pewnym momencie mój brat powiedział do nas wszystkich zgromadzonych:-Słuchajcie chciałbym was o czymś poinformować.- zdziwiłam się tą wiadomością,zrobiłam dziwną minę i rozejrzałam się dookoła.
-Słuchamy,kochanie.-powiedziała moja mama z uśmiechem na twarzy.
-Bo zaprosiłem na dzisiejszą kolację Abby.Wiem mamo że potem wychodzicie do Kina,ale ja i Abby rozewrzelibyśmy jakiś film.Dobrze?
-No pewnie.Nie widzę w tym żadnego problemu,a Ty,Todd?
-Również nie,chętnie bym poznał dziewczynę,Kevina,czemu by nie?
-Czyli wszyscy się zgadzamy?-powiedziała mama.
-Ej,a mi już nie dacie dojść do słowa?-powiedziałam zdenerwowana.
-Ellie,nie wtrącaj się.-powiedział Kevin.
-Ale muszę,nie dość że jem przy jednym stole z nim,to jeszcze muszę tej zdzirze usługiwać jak przyjdzie?
-Ellie!?Jak ty mówisz przy śniadaniu.Dlaczego tak jej nienawidzisz?
-Bo mam powód.Ona wyzywała mnie od "zdzir","szmat" i "kurw" a ja mam z nią teraz kolacyjkę jeść?Ona to potwór nie człowiek!
-Chcesz czy nie ona i tak przychodzi.-powiedział mój brat.
-Dobra..Proszę bardzo..Idę do siebie.-urwałam się z krzesła i pobiegłam do siebie.Miałam tego kompletnie dość.Nie mogłam uwierzyć w to że mój brat jednak zakochał się w Abby..W niej..To nie jest możliwe,zawsze gdy zwierzałam mu się jaka to ona jest dla mnie okropna,przytakiwał mi i powiedział że nie mam się nią przejmować,a teraz ma gdzieś moje zdanie i robi co mu się żytnie podoba.Od kąt tata nie żyję,wszyscy nie liczą się ze mną.Interesuję ich tylko to co oni chcą.W moim sercu była pustka,której nikt nie mógł zakleić.Będzie tam do końca mojego życia.Nie mogłam się tak dołować więc zadzwoniłam do Chelsea,tylko ona umiała mnie rozerwać.Wcisnęłam szybkie wybieranie i zadzwoniłam..nikt nie odbierał..cóż,miała wyłączony telefon.Więc poczekam do tej kolacji.Położyłam się na łóżku i zasnęłam.Mój sen był głęboki.Śniło mi się jak razem z moim tatą siedzę w ogrodzie,siedzę na huśtawce a mój tata siedzi na ławce i czyta gazetę.Podbiegłam do niego i zabrałam mu gazetę,zaczął mnie gonić,śmiałam się,a on razem ze mną.Potem zaczął mnie chlapać wodą z baseniku.Byłam szczęśliwa...bardzo szczęśliwa...myślałam że to jawa,że mój tata jest ze mną..Chciałam by sen trwał cały czas,nie kończył się nigdy.
Około godziny dziewiętnastej mama zawołała mnie na dół bym zeszła na kolację,bo zaraz przyjdę ta zołza.Zabrała mnie z mojego raju..raju snów jak jawa.Nie mogłam się jej opierać więc zeszłam.Usiadłam na miejscu i  czekałam na "gościa".Gdy Abby weszła do domu,przywitała się i zaczęliśmy jeść.Moja mama zaczęła rozmowę.-No to opowiadaj Abby jak w szkole Ci się wiedzie.
-A powiem pani że bardzo dobrze.Ostatnio dostałam czwórkę z matematyki więc na koniec będę miała pięć.
-No to bardzo fajnie.Widzę że się dobrze uczysz,prawda?
-Cóż,na pewno się staram,chodź mam te dobre dni,jak i te złe.Prawda,Ellie?-jej ton mówił sam za siebie,a akcent był denerwujący.Wiedziałam co ma na myśli mówiąc to zdanie.Złe dni...Mówiąc to i kierując pytanie do mnie miała na myśli "Biedna,przykro mi że twój tata nie żyję..." Nie dałam za wygraną,ale nie będę robiła scen przy mamie.Więc odpowiedziałam jej.
-Wiesz,mi się wiedzie bardzo dobrze,ale nie powinno to dotyczyć Ciebie więc wiesz..
-No racja, to co dotyczy Ellie,dotyczy tylko jej.
-Sugerujesz coś?
-Skąd że.Mówię tylko że ludzie nie powinni interesować się życiem innych prawda?
-Prawda.-powiedziałam z ironią.
Po kolacji rodzice wyszli,a pięć minut później mój brat poszedł po kasety by mieć co oglądać ze swoją nową dziewczyną.Zostałam z nią sama.Wyłącznie sama...Niestety myślałam że będzie cicho,ale jak zwykle ona musiała otworzyć tą japę. -Słuchaj.Nie długo dzień ojca a ja nie wiem co kupić mojemu Tatusiowi.Ty na pewno swojemu kupisz znicz,ale wiesz,ja jeszcze nie muszę.-powiedziała to z uśmiechem na twarzy..
-Wiesz nie powinno Cię obchodzić moje życie.Wpierniczasz się w to w co w ogóle nie masz.
-Zrozum,ja niedługo będę tu mieszkać.
-Chyba po moim trupie.
-Wiesz,ja bym nie marudziła.
-Spadaj.
-Dlaczego mnie tak nie lubisz?
-Mnie się pytasz?Przezywałaś mnie i jeszcze wyśmiewasz się z mojego nie szczęścia.Wielka mi przyjaciółka się znalazła.
-Pf.Jakie lepsze imię dla dziecka.Martha czy może Alice?
-Nie interesuje mnie to.
-No jasne że nie.Ciebie nikt nie będzie chciał,ani nie chcę.Jesteś brzydką dziewczynką potrzebującą pomocy psychologa,bo nie może otrząsnąć się po śmierci taty.
Wkurzyłam się tak że nie mogło mnie już nic zatrzymać.Urwałam się z krzesła,podeszłam do niej i złapałam za koszulkę.-Słuchaj ty,mam Cię dość,odwal się ode mnie jasne!?Nie interesuję mnie to jak żyjesz czy z kim chodzisz,znajdź se innego faceta,bo robisz to tylko po to by być blisko mnie i dowiedzieć się o mnie więcej,by móc się z czego śmiać.-puściłam ją i podeszłam do drzwi,ubierałam kurtkę gdy mój brat złapał mnie za ramię,a Abby stała oparta o stolik.Kevin zapytał:-Gdzie wychodzisz?
-Idę do Chelsea.Nie chcę być z tą idiotką w jednym pomieszczeniu.Na razie.- po tych słowach wyszłam,a on ją pocałował!?Chciałam uciec...jak najdalej...




PS.Wiem że czwarty rozdział wyszedł dość późno,ale nie miałam czasu,ponieważ wiecie szkoła i te sprawy.Dziękuję za wysłuchanie i mam nadzieję że dalej będziecie czytać " Be Yourself."

czwartek, 1 marca 2012

Rozdział Trzeci

W metrze było strasznie ciemno,jedyne co oświetlało mi cokolwiek to parę dużych lamp.Oddychałam mocno zimnym powietrzem.Chciałam żeby przyjechał pociąg, nie miałam ochoty przebywać w tym miejscu,chciałam uciec,ale nie miałam gdzie.Tupanie było coraz głośniejsze,jakby ktoś był za mną.Sama nie wiedziałam co robić.Metro było brudne,pachniało tu alkoholem i tytoniem,obejrzałam się i zauważyłam dwie sylwetki wychodzące z korytarza,po sylwetkach rozpoznałam że to jacyś chłopacy,wyglądali na starszych ode mnie i o wiele wyższych,nie miałam ochoty na zaczepki,więc schowałam się między dwiema ścianami,na ziemi leżały wypalone papierosy i butelki po piwie.Oddychałam tak ciężko że bałam się że mnie zauważą.Próbowałam się uspokoić,ale na próżno.Mężczyźni chodzili po torach i krzyczeli jak wariaci,próbowałam zadzwonić do Chelsea. Wstukałam numer jej komórki,moje ręce trzęsły się jak galaretka.Bałam się że jak mnie zauważa będą zaczepiać,albo coś gorszego.Przyłożyłam słuchawkę do ucha i czekałam na jakiś sygnał.Powtarzałam sobie : "No Chess odbierz,odbierz proszę Cię." Gdy usłyszałam dźwięk byłam pewna że odebrała,ale to była jej automatyczna sekretarka.Zostawiłam jej wiadomość mając nadzieję że oddzwoni. Powiedziałam : "Cześć Chelsea,słuchaj jestem w metrze,jest tu dwóch chłopaków,którzy mnie przerażają,słuchaj proszę Cię,jak przyjedzie pociąg wysiądę obok Kina,więc czekaj tam na mnie.Na razie!" Gdy chowałam telefon na moje ogromne szczęście wypadły mi klucze,które zrobiły ogromny hałas na peronie.Byłam przerażona jak jeden z nich obrócił się i spojrzał w moją stronę.Nie zauważył mnie ale szepnął coś do kolegi,zaczęli iść w moim kierunku.W kierunku hałasu,który narobiłam.Podchodzili bliżej,a mój oddech robił się coraz cięższy i głośniejszy.Gdy jeden z drugim oznajmili że tam nikogo nie ma,wyjęli paczkę papierosów i wyjęli parę.To była moja szansa,szansa na ucieczkę.Powoli odsunęłam się ze ścian i biegłam w kierunku wyjścia.Poczułam pociągnięcie za włosy i upadłam na ziemię.Jeden z chłopaków krzyknął do drugiego : " TY ZOBACZ!Mamy dzisiaj szczęście!"Nie chciałam wiedzieć co to "szczęście" miało znaczyć w jego słowach,chciałam tylko wrócić do domu.Ten wyższy złapał moje włosy i podniósł moją głowę do góry,bym patrzyła mu w oczy.Wtedy niższy powiedział:-Okej,no to co zamierzasz?
-Hmm...Słuchaj panienko,co Ty tutaj robisz a tak późnej godzinie,mm?
Jąkałam się ze strachu.-Ja..chciałam tylko wrócić do domu..
-Biegiem?
-Bo byłam tu sama,a potem wy się pojawiliście i się wystraszyłam,gdy myślałam że coś mi zrobicie chciałam pójść na piechotę,więc miałam zamiar pobiec...
Puścił moje włosy,a ja uderzyłam się o ziemię.Podszedł do niższego i się naradzili..Po jakiś pięciu minutach ten wyższy powiedział:-Słuchaj..Czyli mówisz że jesteś tu po czekasz na pociąg,tak?
-No właśnie o tym mówię.
-Ok.Możemy Cię wypuścić i pójdziesz se do domku,jesteś za?
-Tt-tak. 
Wzruszył ramieniem i wskazał głową stronę wyjścia pokazując mi że mam "spadać". Więc nie czekając uciekłam w pośpiechu.Byłam rozpłakana,bo tak się bałam.Nie każdy taki chłopak wypuszcza,ale cóż,nie chciałam się tym przejmować szczerze,więc pobiegłam w kierunku przystanku.Biegnąc napisałam do Chelsea że ma nie przyjeżdżać i że spotkamy się jutro u mnie.Usiadłam na ławce i czekałam na autobus.Było zimno,a ulicę oświetlała jedna duża lampa.Myślałam że ten dzień już gorszy być nie może,ale jednak...Zza rogu wyszła Abby.Jak zwykle kręciła biodrami,wkurzało mnie to bo udawała nie wiadomo kogo.A to że jej ojciec ma kasiorę o niczym nie świadczy.Jest walnięta i tyle.Widziałam że idzie w moją stronę,więc nie chciałam pokazać jej że płakałam,miałaby satysfakcję z tego że będzie miała następny powód żeby mnie przezywać.Stanęła nade mną. dumnie,spojrzała na mnie z góry i westchnęła.Usiadła obok mnie,było cicho..aż za cicho.Myślałam że teraz skorzysta z okazji by mnie zjechać,ale nic.Kompletne ZERO.Jak jej IQ.Obejrzałam się dookoła,gdy skręciłam głowę w stronę Abby zrobiła wielkie oczy i rzekła. : -O! Ellie,nie zauważyłam Cię.Wiesz myślałam że to jakaś starsza pani.
-Ehe. - powiedziałam z ironią
Spojrzała na moje oczy,były czerwone,a cały tusz spłynął.-Słuchaj, mam pytanie.Ryczałaś?
-Wiesz co,ostatnią osobą której chciałabym to mówić,byłabyś właśnie TY.Więc nie pytaj się głupio,bo dobrze wiesz że Ci nie odpowiem.
-Pf..Tylko wiesz że jak ryczałaś to ja i tak się dowiem dlaczego.
-Hmm?Jakim cudem,idiotko?
-A takim frajerko że ja mam swoje źródła.Przed Abby Kiss nic nie umilknie,ja wiem o wszystkim w tej szkole.
-Ciesze się razem z Tobą.A tak w ogóle słyszałam że podoba Ci się mój brat.Wiesz że nie masz szans.
-Jesteś tego pewna?Bo wiesz gadałam z jego kolegami i Kevin powiedział że jestem niezła.A więc będziemy razem szybciej niż Ci się wydaję.A dzisiaj siedziałam mu na kolanach,sam zaproponował.
-I myślisz że ja w to uwierzę,kretynko?
Zatrzepotała rzęsami i weszła do autobusu,który właśnie przyjechał.Usiadłam jak najdalej niej.Założyłam słuchawki na uszy i włączyłam odtwarzacz MP3 w mojej komórce.Gdy autobus ruszył spoglądałam przez okno.Po jakiejś chwili dostałam SMSa od ABBY?! "NIE UDAWAJ ŻE NIE WIESZ ŻE JA MU SIĘ PODOBAM." Zrobiłam wielkie oczy i odpisałam "NIE UWIERZĘ W TO,WARIATKO!" Dostałam po chwili "WIESZ ŻAŁOSNA JESTEŚ,FACETA NIE MIAŁAŚ WIĘC NIE WIESZ.BIEDACTWO,CIEKAWA JESTEM CO DASZ TACIE NA DZIEŃ OJCA." Łza kręciła mi się w oku na to słowo.No tak,niedługo dzień ojca,w naszej klasie rodzice są zaproszeni na obiad.Ze mną przychodziła tylko mama... "SŁUCHAJ,ODWAL SIĘ ODE MNIE I ZAJMIJ SIĘ SWOIMI SPRAWAMI!" Nie odpisywałam jej już,nawet nie chciałam widzieć co do mnie pisała.Gdy wróciłam do domu,pobiegłam do pokoju brata wyjaśnić to wszystko.Trzasnęłam za sobą drzwiami. -Słucha,albo jesteś taki głupi,albo bardzo chory.Jakim cudem dla Ciebie,mojego brata Abby jest NIEZŁA!?-Byłam zdenerwowana.
-Słuchaj,nie wiem o co Ci chodzi,Abby jest sympatyczna i dobrze się dogadujemy.
-SYMPATYCZNA!?Proszę Cię,dla Ciebie sympatyczna jest osoba,która wyzywała mnie od "szmat"?!
-Ellie,proszę Cię..
-Ona jest moim odwiecznym wrogiem!Facet ogarnij to czego od niej chcesz!!
-Ellie,wyjdź z mojego pokoju,wkurzasz mnie.
-Ale Kevin,miałeś mnie wspierać!
-Wyjdź. -wypchnął mnie z pokoju.
-Dzięki!Jesteś cudownym bratem! Idź do tej swojej Abby frajerze!-Z płaczem pobiegłam do pokoju,byłam wściekła na brata że tak mnie potraktował. Nie dość że Abby mnie wyzywa,Chelsea coś ukrywa,brat kręci z moim największym wrogiem to jeszcze matka łazi z tym padalcem! Miałam dość wszystkiego.Chciałam zginąć...Ale utrzymywała mnie obietnica ojca,obiecałam mu przed śmiercią te słowa "Tatku...Obiecuję że będę się starać i dam radę!" Chociaż to nie takie proste,spadłam na łóżko i ryczałam.Chciałam żeby to wszystko się skończyło.Jak Abby będzie chodzić z moim bratem,to będzie tu przyłazić i może jeszcze nocować,totalna porażka, a i jeszcze ci mężczyźni na peronie...Cały czas dalej jestem podenerwowana.Ze łzami w oczach,nuciłam piosenkę,którą tata mnie nauczył,dawno temu. :
When somebody loved me
Everything was beautiful
Every hour spent together
Lives within my heart 


And when she was sad
I was there to dry her tears
And when she was happy so was I
When she loved me

Through the summer and the fall
We had each other that was all
Just she and I together
Like it was meant to be
And when she was lonely
I was there to comfort her
And I knew that she loved me


So the years went by
I stayed the same
But she began to drift away
I was left alone
Still I waited for the day
When she'd say
I will always love you

Lonely and forgotten
Never thought she'd look my way
And she smiled at me
And held me
Just like she used to do
Like she loved me
When she loved me


When somebody loved me
Everything was beautiful
Every hour spent together
Lives within my heart


When she loved me...

Tłumaczenie :

Kiedy ktoś mnie kochał
Wszystko było piękne
Każda godzina spędzona razem
Mieszka w moim sercu


A kiedy była smutna
Byłem tam do wyschnięcia łzy
A kiedy była szczęśliwa tak miałem
Kiedy mnie kocha


Przez całe lato i jesień
Mieliśmy ze sobą to wszystko
Tylko ona i ja razem
Podobnie jak to miało być
A kiedy ona była samotna
Byłem tam ją pocieszyć
I wiedziałem, że mnie kocha


Tak więc z upływem lat
Zostałem sam
Ale zaczęła się odpłynąć
Zostałam sama
Wciąż czekałem na ten dzień
Kiedy mówiła
Zawsze będę cię kochać


Samotny i zapomniany
Nigdy nie myślałam, że spojrzysz w moją stronę
I uśmiechnęła się do mnie
I trzymał mnie
Podobnie jak ona czynili
Jak mnie kocha
Kiedy mnie kocha


Kiedy ktoś mnie kochał
Wszystko było piękne
Każda godzina spędzona razem
Mieszka w moim sercu


Kiedy mnie kocha ...

Tą piosenkę śpiewała Ellie ...