środa, 13 czerwca 2012

Rozdział Ósmy

Była dziewiąta rano,niedziela.Dzisiaj miałam się spotkać ze Scottem,to świetnie,sama nie wiedziałam czemu,ale cieszyłam się z tego powodu.Wstałam z łóżka i podeszłam do okna,niebo było ciemne,a chmury widniały na tle krajobrazu.Wyobrażałam sobie z tych chmur różne kształty,osoby lub zwierzątka.To była taka odmiana zabawy w stylu dziecięcym,za którym cholernie tęskniłam.Odeszłam od okna,weszłam do toalety,umyłam zęby i uczesałam włosy.Następnie zajrzałam do garderoby i wybrałam z niej,obcisłą czarną koszulkę,rurki i czarne baletki.Strój był dopasowany do pogody,na dworze było ciepło i słonecznie,więc czemu by nie?Gdy byłam już przyszykowana,zeszłam na dół do kuchni.Otworzyłam lodówkę i wyjęłam z niej szynkę,ser i masło,zrobiwszy sobie kanapkę,zjadłam ją i wstawiłam wodę na herbatę.Usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor.Po chwili ktoś zadzwonił na mój telefon,wyciągnęłam go z kieszeni i odebrałam.Cóż jak z moich przypuszczeń wynikało zadzwoniła Chelsea by spytać się o wczoraj wieczór.Nie chciałam mówić jej szczegółów,ale ona tak nalegała że puściłam parę z ust.Jedyne czego jej nie wygadałam to,to że Scott mi się podoba.Jakby się o tym dowiedziała były by nieszczęsne pytania do końca mojego marnego żywota.Usłyszałam z kuchni świst,był to rozgrzany czajnik,który wołał mnie że woda na herbatę gotowa.Rozłączyłam się i zalałam sobie ją.Wzięłam kubek w rękę i wróciwszy na kanapę rozsiadłam się i oglądałam telewizję.W domu nie było nikogo oprócz mnie,co było dosyć dziwne w niedzielny poranek.Zawsze jemy śniadanie całą rodziną i Toddem.Możliwe że stara para gdzieś wyszła,a młoda po prostu mnie zostawiła.Nie przejmowałam się tym zbytnio,zmieniałam kanały tak szybko,że nawet sama nie wiedziałam co leci w tej rzekomej telewizji.Nie miałam na nic ochoty,z chęcią znowu poszłabym spać,lecz mój organizm był już w pełni naładowany.Postanowiłam że pójdę do piwnicy i wyprowadzę stamtąd mój stary grad.Czyli rower.Wyłączyłam telewizję,kubek włożyłam do zmywarki.Szukałam tego badziewnego klucza,ale nie mogłam go znaleźć.Wbiegłam więc na górę,po czym weszłam do sypialni mamy.Wiedziałam że tam on będzie i miałam rację.Schowała go do ostatniej szuflady w szafce pod telewizorem.Zbiegłam na dół,otworzyłam drzwi do piwnicy i zeszłam.Roiło się tam od pająków,pajęczyn i...kurzu.Znajdowały się tam albumy ze zdjęciami,stary gramofon,pudła z zawartością mamy i Todda, oraz rowery.Przypominało to złomowisko śmieci,ale jakoś tam wolałam spędzać czas niż tutaj.Wydostałam jakoś mój rower,zakluczyłam drzwi,klucz schowałam w szufladzie w kuchni i wyszłam.Wskoczyłam na rower i przejechałam się po ulicach mojego osiedla.Jeździłam tak bez sensownie,ale było to przyjemne.Połowę czasu i tak spędzałam w domu,tak czy siak fajnie było znowu poczuć ten zapach opon,drzew i świeżego powietrze,wiatru we włosach no i oczywiście złapać jakąś kondycję na lato,co bardzo mi się przyda.W między czasie kupiłam se jeansy,t-shirt, buty,torbę oraz zjadłam obiad.Nie zauważywszy była już 18:30.Musiałam jechać do domu,gdy już wróciłam odłożyłam rower i wyjęłam z lodówki galaretkę z masłem orzechowym.Chciałam coś zjeść przed "randką". Włożyłam potem naczynie do zmywarki i zdrzemnęłam się.Po godzinie 20, zadzwonił dzwonek do drzwi,byłam pewna że to Scott! Otworzyłam mu drzwi,zaprosiłam do środka.-Hej.
-No siema,gotowa?
-Na co?
-No na spotkanie?Nie mów mi że zapomniałaś!-warknął.
-Nie coś ty,tylko straciłam poczucie czasu,zmienię tylko obuwie i zaraz możemy iść.
-EHE.Tylko szybko!- powiedział.Gdy ja zmieniałam baleriny,na czerwone conversy on przechadzał się po mieszkaniu.Gdy byłam już gotowa,zbiegłam na dół i ruszyliśmy w stronę "Black Raven".Nigdy tam jeszcze nie byłam,słyszałam od Chelsea,że kręcą się tam podejrzane typy,no ale Scott mi na takiego nie wyglądał.Chociaż...Był umięśniony i znikąd miał dość sporo problemów ale żeby od razu być gangsterem?To się nie składało w całość.Przecież to bez sensu!Cóż moje teorie nie miały żadnego związku ze sobą,no ale świadomość mi mówiła żebym uważała na to wszystko co robi Scott,oraz na to co mówi.Mój umysł musiał pochłaniać wszystko co dotychczas zobaczy.Oraz to,czego chcę uniknąć...Weszliśmy do klubu z pomocą jakieś przepustki.Ściany były czarno-czerwone,a w niektórych miejscach były czaszki.Czuć było tytoń i alkohol,a dreszcze pochłaniały moją skórę,zaduma jakoby zniknęła,a strach przeszedł całe moje ciało.Bałam się tak jak nigdy dotąd,czułam na sobie te męskie spojrzenia.W klubie było mało kobiet,ale to jakiś postęp.Cóż,jaka kobieta chciałaby pójść do takiego ELEGANCKIEGO klubu,jak ten.Podeszliśmy do stołu bilardowego.Scott pokazywał mi parę ruchów a ja je powtarzałam,z jego pomocą.
-Podoba ci się tu,Spark?-uniósł brwi.
-Hmm..Jasne,jestem przyzwyczajona do mojej ulubionej knajpki,ale tutaj też jest w porządku.-skłamałam.Nie chciałam by wiedział że Ellie cyka się jakiegoś klubu,do którego taki mięśniak przychodzi praktycznie codziennie.To była jakaś porażka,ale nie dawałam tego we znaki.
-Kłamiesz.-powiedział.Co?Skąd on mógł wiedzieć że ja kłamię?Coś mi tu nie pasowało.
-Co?Dlaczego tak uważasz?Umiesz czytać w myślach,czy jak?
-Możliwe.
-Przestań być zabawny,tylko mów.-warknęłam z niecierpliwością na tą odpowiedź.
-Wiesz,wyczuwam to,nie umiesz kłamać.-Nie umiem kłamać?Coś mi tu nie gra,jakoś okłamałam mamę,Chelsea i nawet brata i nie było tego po mnie widać.Ale dlaczego nie mogę okłamać Scotta?-Czuć w Twoim głosie niepokój i zdenerwowanie.Ręce masz śliskie i widać to.Nauczyłem się jak zobaczyć czy ktoś mnie kłamię,więc radzę nie rób tego już nigdy.-Przeraziłam się jego tonem,nigdy wcześniej tak nie mówił.Czułam się,dziwnie.
-Ehe...wiesz,może już pójdziemy?Długo się zasiedziałam i czekam aż ktoś mi da pić,ale w tej knajpie chyba takiego czegoś jak MENU nie mają,racja?-oznajmiłam z goryczą w tonie,oraz z lekką nadzieją.
-Jak chcesz.Możemy jechać do parku.
-Dobra,tylko szybciorem.-Gdy wychodziliśmy jeden facet dał Scottowi w twarz,złapał go za koszulkę i przyciągnął do ściany.Warknął do niego nie zrozumiałe słowa i odszedł.Gdy weszliśmy do samochodu,oznajmiłam.-Co to byli za kolesie i czemu cię zaczepili!?
-Powiedzmy że mam parę wrogów,dobrze?
-Słuchaj,jesteś dla mnie ważny...-Shit!Powiedziałam to.Szczerze nie chciałam by Scott wiedział że mi na nim zależy,a ja puściłam parę z ust.
-Ty dla mnie też,ale co ja poradzę?Możemy o tym nie gadać?-Ważna dla niego,cóż robiło się ciekawie.
-Dobra,jedźmy do mnie.Nie ma nikogo i jakoś nie chcę mi się jechać do parku.
-Co chcesz powiedzieć przez "Jedźmy do mnie" oraz "Nie ma nikogo w domu",hmm?-jego uśmiech mówił sam za siebie o czym teraz myśli,było to irytujące a zarazem urocze.
-Oj zamknij się!-Po jakiś piętnastu minutach przyjechaliśmy,otworzyłam drzwi,weszliśmy i wbiegliśmy na górę,zaproponowałam jakiś film,ale on nie miał na niego ochoty.Włączyłam u mnie w pokoju TV i oglądaliśmy jakiś maraton.
-Wróćmy do tematu.Powiedziałaś że jestem dla Ciebie ważny,czyż nie?-uniósł brwi.
-Tak,ale co z tego?
Zaśmiał się.-To z tego że fajnie wiedzieć że od paru dni się komuś podobam.
-Ale zabawny,lubię cię to wszystko.
-Jasne...
-NO JASNE.
-Słuchaj,Ellie.Nie zdziwiłbym się jakbym ci się podobał,bo spójrz na mnie.Jestem ideałem,czyż nie?-skromnym ideałem,skarbie.Chciałam to powiedzieć,ale powstrzymałam się od tego.
-Aż szkoda z tobą rozmawiać.-powiedziałam.Przysunął się w moją stronę,po czym położył na mnie.Palcem dłoni odgarnął włosy z twarzy,spojrzał mi głęboko w oczy,tak samo jak ja jemu.Pocałował mnie.Szczerze nie przerywałam mu,nie chciałam nawet tego.Włożyłam mu rękę pod koszulkę i wbijałam paznokcie w jego plecy,natomiast on zdjął ze mnie t-shirt.Czułam się inaczej,tak miło.Ja i Scott znaliśmy się od zawsze,a myśląc że w żłobku budowaliśmy razem babki z piasku,a tego że teraz się całujemy,poczułam się niekomfortowo.Z dołu usłyszałam głos mojej mamy,wchodzącej po schodach.Cholera!Teraz to się narobiło.Wstaliśmy odruchowo,Scott wszedł do łazienki,a ja wlazłam pod kołdrę.
-Hej,kochanie.Jak minął Ci dzień?-spytała.
-Dobrze,do czasu,ale dobrze.-do czasu miałam na myśli "Do czasu aż wparowałaś mi w paradę!"
-To świetnie,kładź się spać,późno już.
-OK.Pa.-po tych słowach wyszła,ja zeszłam z łóżka i otworzyłam drzwi do łazienki w samym staniku.-Poszła,geniuszu.
-To fajnie.Słuchaj ja będę się zbierał bo mam osiem nieodebranych od matki,do zobaczenia w szkole.-Podszedł ze mną do okna,otworzył je,usiadł na werandzie.Ujął w dłonie moją twarz po czym mnie pocałował i wyskoczył z okna.Zobaczyłam czy nic mu nie jest,ale biegł do samochodu i odjechał.Położyłam się spać.Leżąc tak w pidżamie,rozmyślałam czy to dobrze że mama wkroczyła,bo mogło wyjść coś więcej,czy nie.Szczerze zawdzięczałam jej to,ale też byłam zła,że mi to przerwała.Cóż, jutro spotkam się z nim w szkole,więc nie jest tak źle.Myślałam co będzie dalej,miałam dosyć poważny problem bo nie wiedziałam jak to ująć,ale zależało mi na nim.Prawdę mówiąc...Kocham go...

sobota, 9 czerwca 2012

Rozdział Siódmy

Weszłam do środka mieszkania,było puste.Miałam ochotę się położyć,ale przecież obiecałam Chelsea że porozmawiamy na facebook'u.Wchodziłam po wylakierowanych schodach,koloru brązowego starego drewna,mój pokój znajdował się nie dalej od schodów,na przeciwko pokoju mojego brata.Nie byłam dość schludną osobą,ale zawsze postarałam się o porządek w pokoju.Włączyłam laptopa z firmy Apple, koloru miedzi, wpisałam hasło i weszłam w mini facebook,który pobrałam dawno temu,jeszcze przed śmiercią taty.Dość rzadko wchodziłam na komputer,a jak już weszłam to tylko by sprawdzić skrzynkę mailową.Chelsea była dostępna i to ona zaczęła rozmowę. "Hej,co tam?"-napisała.
"W porządku,tylko stało się coś bardzo dziwnego"-odpisałam.
"Co takiego??"
"Kiedyś miałam takiego przyjaciela Scotta.Gdy wracałam do domu,padł mi akumulator,więc postanowiłam się przejść na piechotę,przez las,ale kiedy szłam jakiś samochód przyśpieszył i zaczął jechać prosto na mnie,przestraszyłam się,więc uciekłam.Na moje szczęście musiałam oczywiście upaść na ziemię i skręcić kostkę,ale nic mi nie jest,gdy się czołgałam jakiś mężczyzna wyszedł z auta,podniósł mnie i powiedział : Ogarnij się,Spark: Już wiedziałam że to Scott i odwiózł mnie do domu.Dziwne czyż nie?"
"Trochę mi coś tu nie pasuję,dlaczego on na ciebie jechał?I czemu akurat w tym miejscu,czy to nie dziwne by siedemnastolatek jeździł w nocy po lesie?"
"Sama nie wiem,ale nie chcę teraz o tym myśleć."-napisałam.
"Cóż,ma urodziny szybciej od nas,ale tak czy siak jest w naszym wieku.Jak tam chcesz" -odpisała
"Ta.Słuchaj,jestem zmęczona tym wszystkim,pogadamy jutro.Na razie."
"No pa"-wyłączyłam komputer i położyłam się spać.Moje powieki stopniowo zamykały się,a umysł odpływał.Mój sen,był jak prawdziwy.Śnił mi się...Scott?Był tam ubrany w czarne jeansy,bez koszulki.Jego klatka piersiowa była cała umięśniona,stałam na przeciw go.Moje wargi były spięte,a ręce mokre od potu.Podszedł do mnie,złapał mnie za rękę i przytulił do siebie.Nie była to prawdziwa chwila,ale jakże realna.Czułam jego ciepło i dotyk,jakby był ze mną w tej chwili.Wtuliłam się w niego,wbijając paznokcie w jego plecy.Uniosłam głowę a on zaczął się zamazywać...Znikał z obrazu...Po chwili zorientowałam się że się budzę,prawdę mówiąc nie chciałam tego tak bardzo jak małe dziecko kąpieli,nie czułam nic do Scotta,ale nie chciałam by to się kończyło.Po chwili otworzyłam oczy i byłam w swoim pokoju.Wiatr z otwartego okna,był chłodny lecz przyjemny dla skóry.Zeszłam z łóżka,otarłam oczy i weszłam do ubikacji.Umyłam się i w garderobie wybrałam odpowiedni strój,składający się z czarnego,krótkiego T-shirtu z nadrukiem "Metalica", ciemnoniebieskie jeansy szarpane i czarne conversy.Zeszłam na dół,wyjęłam z lodówki przygotowane kanapki i zjadłam je.Po chwili dostałam sms'a od Chelsea czy nie chcę się z nią spotkać w kawiarni,zgodziłam się i pojechałam w wyznaczone miejsce.Była godzina 12:30,czyli miałam jeszcze godzinę,do przyjazdu Scotta po mnie.Musiałam się sprężać,weszłam i usiadłam obok niej.Oczywiście zaczęły się pytania.
-Ładny jest?-zapytała.
-A może tak jakieś cześć,co tam u ciebie,hmm?
-No przepraszam,ale jestem podniecona.
-Uważaj bo ci po nogawce poleci.-zaśmiałam się.
-Haha.-udawała że ją to rozbawiło.-Słuchaj,chcę znać wszystkie szczegóły.
-No dobra,jest ładny.
-A kaloryfer ma?
-Taki w domu na pewno.
-Ale na klacie,geniuszko.-powiedziała.
-Chyba tak.
-No to słodko.-zaśmiała się.-Może coś z tego wyjdzie.
-Sama nie wiem,nie sądzę,ale nie mówię że nie.
-Eh..
Spojrzałam na zegarek,zasiedziałam się,było już po 13:45.Musiałam szybko dojechać do domu.
-Słuchaj,muszę już wracać,umówiłam się.
-No jak musisz to idź,na razie.Pozdrów Scotta Przystojniacha!
-EHE.- wybiegłam z kawiarni i pognałam do domu,jak już sądziłam Scott stał już po drzwiami,oparty o werandę.Podeszłam do niego i zapytałam. -Na kogo pan czeka?-uśmiechnęłam się.
-O! Witam,cóż moja wybranka stoi właśnie na przeciw mnie,słoneczko.-posłał mi nonszalancki uśmiech.Jego uśmiech zawsze szczery,a oczy błyszczały kolorem brązu.
-Dobra dość tych żartów,gdzie mnie zabierasz?
-Hmm..sądziłam o jakieś romantic,ale jakoś nie mam na nie ochoty,więc może park?
-A park nie jest romantyczny?
-Jak tam chcesz,królewno.
-Nie mów tak do mnie.-uśmiechnęłam się.
-Nie mogę,zawsze jak na Ciebie patrzę przypomina mi się ta mała Ellie w przebraniu księżniczki,heh.
-Zamknij się i wsiadajmy.-otworzył mi drzwi i przejechaliśmy chyba z trzy ulicę,po czym znaleźliśmy się w pięknym parku.Zapach był niesamowity,świeży,a ja wręcz czułam że wzrok Scotta jest skierowany w moją stronę,nie miałam jak tego nazwać,jednym słowem było to irytujące,a drugim przyjemne.-Wiesz masz pozdrowienia od mojej przyjaciółki,Chelsea.
-Ładne imię,Spark.
-Też tak sądzę,wiesz jakoś przyjemniej mi z Tobą,niż jakbym miała siedzieć sama w domu,co dość często robię.
-Nie masz przyjaciół,Spark?
-Mam jedną,reszta to takie łajzy,że wiesz,ale z Tobą jest inaczej.
-No bo to JA.Jestem niezastąpiony,aniele.
-Masz za wysoką,samoocenę.-zaśmiałam się.
-Mhm.-złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.Patrzałam mu w te jego brązowe,niebiańskie oczy.-A ty też jesteś inna...Fajna...
-Czegoś chcesz,czy od zawsze jesteś taki?
-Hah,rozbawiłaś mnie,wiesz,mała?
-Chcę byś wiedział dwie rzeczy.Po pierwsze nie jestem mała,tylko niska.Po drugie zabawa,jest mi mało znana.
-Mogę to zmienić?-zaproponował.
-Zależy w jaki sposób.
-Jutro,bilard,dwudziesta,będę u ciebie.
-Dobra.-ruszyliśmy dalej.Koło godziny osiemnastej,podwiózł mnie do domu.Gdy wysiadałam odprowadził mnie do drzwi.Dotknęłam klamki,lecz on złapał mnie za rękę i oparł ją o ścianę.Spojrzał mi w oczy i musnął wargami moje wargi.
-Dobranoc,Spark.- po tych słowach,wrócił do auta,pomachał mi,a ja mu odmachałam i odjechał.Uśmiechnęłam się sama do siebie,po czym weszłam do domu.Na dole siedziała mama z Toddem,moim bratem i Abby.Oglądali mecz.
-Hej skarbie.-powiedziała mama,wtulona w Todda.
-Cześć...
-Jak ci minął dzień?-zapytała.
-A..w porządku.Byłam na mieście z Chelsea.-skłamałam,wiedziałam że mama Scotta zadzwoni do mojej i powie że przyjechała i ona będę spędzać ze sobą każdą wolną chwilę,ale nie teraz.
-No to fajnie,oglądasz z nami?
-Nie dzięki,chyba pójdę już do siebie.To był ciężki dzień.
-Jak chcesz...
Weszłam po schodach do góry i zamknęłam drzwi,usiadłam pod nimi i spojrzałam na telefon.W tej samej chwili dostałam sms'a od Scotta. "Podobało się?"-napisał.
"Wyjazd czy pocałunek?"
"Oba"-odpisał.
"Hmm..oba były w porządku,ale drugie całkiem przyjemniejsze"
"Wiedziałem że to napiszesz.Cóż dobranoc,niska..."
"Ej..."
"Dobra.Dobranoc,królewno."- uśmiechnęłam się,wstałam,przebrałam w piżamę,skorzystałam z toalety,po czym położyłam się spać.Po godzinie dwudziestej drugiej usłyszałam jak Abby wychodzi do domu.Wszyscy domownicy położyli się spać.Nie mogłam zasnąć,cały czas myślałam o Scottcie.Chciałam by przyśnił mi się właśnie on.I tak się stało.Stał przed moim domem,wpatrzony we mnie.Moje paznokcie wbiły się w jego plecy,całował mnie a ja odwzajemniałam pocałunki....

piątek, 8 czerwca 2012

Rozdział Szósty

W moim umyśle działo się tyle złych rzeczy.Widziałam dookoła kolorowe plamy,Abby i ... mojego tatę.Biegłam w jego stronę cała zadyszana i rozpłakana,lecz gdy byłam coraz bliżej on się oddalał.Chciała krzyczeć słowa "tato poczekaj!",ale na próżno.Wiedziałam że to tylko moja wyobraźnia i tak naprawdę tego nie ma,chociaż nie wiem jakbym chciała.Upadłam na kolana zasłaniając rękoma załzawione oczy,czułam się taka samotna i odrzucona.Chciałam dołączyć tam do góry,do mojego kochanego ojca,który jako jedyny mnie zawsze zrozumiał i wspierał.Żałowałam że go ze mną nie ma,nie było by tego wszystkiego,było by łatwiej i to o wiele.Często muszę nawet udawać inną osobę,ale jakoś przy Chelsea jestem sobą...Chelsea...zdawałam sobie sprawę że ją zraniłam.Gdy moje leki przestały działać omsknęłam się i rozejrzałam dookoła szukając mojej komórki.Leżała na  czarno-fioletowym blacie,na którym stała kolekcja noży mojej mamy i zapalniczka w kwiatowe wzory.Wzięłam ją do ręki i wstukałam numer Ches.Odezwała się poczta głosowa,rozczarowana usiadłam na podłodze w kuchni,wyciągnęłam rękę po zapalniczkę i jedną paczkę papierosów,po czym zapaliłam.Odkładając paczkę,podciągnęłam nosem,czułam że będę płakać,czego tak bardzo nie znoszę.Bawiąc się zapalniczką,zostawiłam ją w pewnym momencie na dłużej włączoną,przykładałam do ognia palec patrząc jak on wpływa na mój organizm.Zrobiło mi się słabo... Wciągnęłam ostatni raz dym,zapalniczkę włożyłam do kieszeni i z hukiem wybiegłam z domu.Wskoczyłam do chevroleta camaro,koloru srebrnego mojego brata i ruszyłam w stronę domu Chelsea.Omijałam wszystkie dłuższe trasy,chciałam być u niej jak najszybciej.Gdy już dojechałam zapukałam do jej domu,po chwili otworzyła mi sama Chelsea.
-Czego chcesz?-warknęła.
-Słuchaj,wiem że jestem idiotką i debilką że Ci tak wygarnęłam,ale ja naprawdę nie daję sobie z tym wszystkim rady.Musisz mi pomóc,to dla mnie za duży stres.Lecz zrozum,straciłam już za wiele i stracenie ciebie to byłby dla mnie ciężar dodatkowy,którego udźwignąć już sama nie dam rady,upadłabym licząc na pomoc,upadłabym zwracając już na pewno nie podnosząc się sama.Oddech mój byłby już za słaby,dlatego chcę byś mi pomogła!-powiedziałam do niej,licząc że chodź zrobiłam jej taką krzywdę,wybaczy mi.
-Eh...-westchnęła.-Wiesz,jesteś moją najlepszą przyjaciółką i głupio by było gdybym powiedziała że Ci nie pomogę.
-Czyli pomożesz?
-A mam jakiś wybór?
-No nie...
-Właśnie,słuchaj może wejdziesz?
-Chętnie,ale nie.Muszę jeszcze coś załatwić...
-A..Luz.No to do zobaczenia później!Popiszemy na facebooku.
-Jasne.Pa.-weszłam do samochodu,połykając dwie tabletki.Kłamałam z tym mam coś do załatwienia,ale jednak chyba coś miałam.Tak..Miałam.Musiałam odwiedzić mojego tatę.Nie byłam u niego już chyba trzy lata i te skromne odwiedziny by się przydały.Zaparkowałam od razu pod cmentarzem,było chłodno.Kupiłam dwa niebieskie i trzy czerwone znicze,które zapaliłam po śmierci mojego ojca,więc wiedziałam że te się nadadzą.Usiadłam obok grobu,wpatrując się w niego.Czułam pustkę,nie wiedziałam nic,łzy leciały mi strumieniami.Chciałam być kochana,przez kogoś takiego jak mój tatuś.Wstałam,wysłałam buziaka i wyszłam.Weszłam do samochodu,który nie chciał odpalić,więc musiałam iść na piechtaka.Nie ciągnęło mnie wracanie do domu przez mroczny las,ale nie miałam wyboru.Idąc rozmyślałam,o moim bracie i Abby.Czy ona dla niego aż tak dużo znaczy?Nie chciałam nic im psuć,ale to było dla mnie zdziwienie,bo przecież ona mówiła tyle złych rzeczy o ojcu i to dla niego nic nie znaczy?!Zauważyłam w oddali jakieś światła jadące w moją stronę,wystraszyłam się i biegłam w przeciwną stronę,on natomiast przyśpieszył.Gdy upadłam kierowca wysiadł i biegł w moją stronę...Czołgałam się,ale na próżno,podniósł mnie a ja zaczęłam krzyczeć i kopać go.Gdy powiedział do mnie " Ellie ogarnij się ! " Poznałam go...To był Scott, były przyjaciel z podstawówki,który przeprowadził się do New York.Scott jeździł pięknym lamborghini gallardo,szary.Weszłam z nim do auta i zaczęłam prawić mu kazanie.
-Oszalałeś?!Mogłeś mnie zabić!
-Też cię miło widzieć,Spark. Nic się nie zmieniłaś, jak zawsze uprzejma.-posłał mi zabawny uśmiech,którego ja nie odwzajemniłam.
-A ty jak zawsze słodki i wredny,oh.
-Co tu robisz wieczorem?
-Samochód mi się zepsuł,więc postanowiłam iść na piechotę,ale ktoś mi przeszkodził.
-Ups...-rozczarowany powiedział.
-A ty?To nie za bezpieczne?
-Ja?Ja tu przejazdem,znaczy się wracam z działki,mieszkam niedaleko Ciebie.Więc oto jestem,znowu!Tęskniłaś?
-Skromny również...
-Oj cicho.-i tak rozmawialiśmy,odwiózł mnie do domu,a gdy zamykałam drzwi od samochodu powiedział.-Dasz się gdzieś jutro wyrwać?
-Po co?
-A tak sobie,wiesz.Mam ochotę Cię znowu bliżej poznać,więc jak będzie?
-Jakoś nie mam nic do roboty,więc okej.
-Będę o 14.Pa.-odjechał.
Czułam się dziwnie,tak jakoś ciepło mi się zrobiło na sercu.Przyjemnie.