sobota, 9 czerwca 2012

Rozdział Siódmy

Weszłam do środka mieszkania,było puste.Miałam ochotę się położyć,ale przecież obiecałam Chelsea że porozmawiamy na facebook'u.Wchodziłam po wylakierowanych schodach,koloru brązowego starego drewna,mój pokój znajdował się nie dalej od schodów,na przeciwko pokoju mojego brata.Nie byłam dość schludną osobą,ale zawsze postarałam się o porządek w pokoju.Włączyłam laptopa z firmy Apple, koloru miedzi, wpisałam hasło i weszłam w mini facebook,który pobrałam dawno temu,jeszcze przed śmiercią taty.Dość rzadko wchodziłam na komputer,a jak już weszłam to tylko by sprawdzić skrzynkę mailową.Chelsea była dostępna i to ona zaczęła rozmowę. "Hej,co tam?"-napisała.
"W porządku,tylko stało się coś bardzo dziwnego"-odpisałam.
"Co takiego??"
"Kiedyś miałam takiego przyjaciela Scotta.Gdy wracałam do domu,padł mi akumulator,więc postanowiłam się przejść na piechotę,przez las,ale kiedy szłam jakiś samochód przyśpieszył i zaczął jechać prosto na mnie,przestraszyłam się,więc uciekłam.Na moje szczęście musiałam oczywiście upaść na ziemię i skręcić kostkę,ale nic mi nie jest,gdy się czołgałam jakiś mężczyzna wyszedł z auta,podniósł mnie i powiedział : Ogarnij się,Spark: Już wiedziałam że to Scott i odwiózł mnie do domu.Dziwne czyż nie?"
"Trochę mi coś tu nie pasuję,dlaczego on na ciebie jechał?I czemu akurat w tym miejscu,czy to nie dziwne by siedemnastolatek jeździł w nocy po lesie?"
"Sama nie wiem,ale nie chcę teraz o tym myśleć."-napisałam.
"Cóż,ma urodziny szybciej od nas,ale tak czy siak jest w naszym wieku.Jak tam chcesz" -odpisała
"Ta.Słuchaj,jestem zmęczona tym wszystkim,pogadamy jutro.Na razie."
"No pa"-wyłączyłam komputer i położyłam się spać.Moje powieki stopniowo zamykały się,a umysł odpływał.Mój sen,był jak prawdziwy.Śnił mi się...Scott?Był tam ubrany w czarne jeansy,bez koszulki.Jego klatka piersiowa była cała umięśniona,stałam na przeciw go.Moje wargi były spięte,a ręce mokre od potu.Podszedł do mnie,złapał mnie za rękę i przytulił do siebie.Nie była to prawdziwa chwila,ale jakże realna.Czułam jego ciepło i dotyk,jakby był ze mną w tej chwili.Wtuliłam się w niego,wbijając paznokcie w jego plecy.Uniosłam głowę a on zaczął się zamazywać...Znikał z obrazu...Po chwili zorientowałam się że się budzę,prawdę mówiąc nie chciałam tego tak bardzo jak małe dziecko kąpieli,nie czułam nic do Scotta,ale nie chciałam by to się kończyło.Po chwili otworzyłam oczy i byłam w swoim pokoju.Wiatr z otwartego okna,był chłodny lecz przyjemny dla skóry.Zeszłam z łóżka,otarłam oczy i weszłam do ubikacji.Umyłam się i w garderobie wybrałam odpowiedni strój,składający się z czarnego,krótkiego T-shirtu z nadrukiem "Metalica", ciemnoniebieskie jeansy szarpane i czarne conversy.Zeszłam na dół,wyjęłam z lodówki przygotowane kanapki i zjadłam je.Po chwili dostałam sms'a od Chelsea czy nie chcę się z nią spotkać w kawiarni,zgodziłam się i pojechałam w wyznaczone miejsce.Była godzina 12:30,czyli miałam jeszcze godzinę,do przyjazdu Scotta po mnie.Musiałam się sprężać,weszłam i usiadłam obok niej.Oczywiście zaczęły się pytania.
-Ładny jest?-zapytała.
-A może tak jakieś cześć,co tam u ciebie,hmm?
-No przepraszam,ale jestem podniecona.
-Uważaj bo ci po nogawce poleci.-zaśmiałam się.
-Haha.-udawała że ją to rozbawiło.-Słuchaj,chcę znać wszystkie szczegóły.
-No dobra,jest ładny.
-A kaloryfer ma?
-Taki w domu na pewno.
-Ale na klacie,geniuszko.-powiedziała.
-Chyba tak.
-No to słodko.-zaśmiała się.-Może coś z tego wyjdzie.
-Sama nie wiem,nie sądzę,ale nie mówię że nie.
-Eh..
Spojrzałam na zegarek,zasiedziałam się,było już po 13:45.Musiałam szybko dojechać do domu.
-Słuchaj,muszę już wracać,umówiłam się.
-No jak musisz to idź,na razie.Pozdrów Scotta Przystojniacha!
-EHE.- wybiegłam z kawiarni i pognałam do domu,jak już sądziłam Scott stał już po drzwiami,oparty o werandę.Podeszłam do niego i zapytałam. -Na kogo pan czeka?-uśmiechnęłam się.
-O! Witam,cóż moja wybranka stoi właśnie na przeciw mnie,słoneczko.-posłał mi nonszalancki uśmiech.Jego uśmiech zawsze szczery,a oczy błyszczały kolorem brązu.
-Dobra dość tych żartów,gdzie mnie zabierasz?
-Hmm..sądziłam o jakieś romantic,ale jakoś nie mam na nie ochoty,więc może park?
-A park nie jest romantyczny?
-Jak tam chcesz,królewno.
-Nie mów tak do mnie.-uśmiechnęłam się.
-Nie mogę,zawsze jak na Ciebie patrzę przypomina mi się ta mała Ellie w przebraniu księżniczki,heh.
-Zamknij się i wsiadajmy.-otworzył mi drzwi i przejechaliśmy chyba z trzy ulicę,po czym znaleźliśmy się w pięknym parku.Zapach był niesamowity,świeży,a ja wręcz czułam że wzrok Scotta jest skierowany w moją stronę,nie miałam jak tego nazwać,jednym słowem było to irytujące,a drugim przyjemne.-Wiesz masz pozdrowienia od mojej przyjaciółki,Chelsea.
-Ładne imię,Spark.
-Też tak sądzę,wiesz jakoś przyjemniej mi z Tobą,niż jakbym miała siedzieć sama w domu,co dość często robię.
-Nie masz przyjaciół,Spark?
-Mam jedną,reszta to takie łajzy,że wiesz,ale z Tobą jest inaczej.
-No bo to JA.Jestem niezastąpiony,aniele.
-Masz za wysoką,samoocenę.-zaśmiałam się.
-Mhm.-złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.Patrzałam mu w te jego brązowe,niebiańskie oczy.-A ty też jesteś inna...Fajna...
-Czegoś chcesz,czy od zawsze jesteś taki?
-Hah,rozbawiłaś mnie,wiesz,mała?
-Chcę byś wiedział dwie rzeczy.Po pierwsze nie jestem mała,tylko niska.Po drugie zabawa,jest mi mało znana.
-Mogę to zmienić?-zaproponował.
-Zależy w jaki sposób.
-Jutro,bilard,dwudziesta,będę u ciebie.
-Dobra.-ruszyliśmy dalej.Koło godziny osiemnastej,podwiózł mnie do domu.Gdy wysiadałam odprowadził mnie do drzwi.Dotknęłam klamki,lecz on złapał mnie za rękę i oparł ją o ścianę.Spojrzał mi w oczy i musnął wargami moje wargi.
-Dobranoc,Spark.- po tych słowach,wrócił do auta,pomachał mi,a ja mu odmachałam i odjechał.Uśmiechnęłam się sama do siebie,po czym weszłam do domu.Na dole siedziała mama z Toddem,moim bratem i Abby.Oglądali mecz.
-Hej skarbie.-powiedziała mama,wtulona w Todda.
-Cześć...
-Jak ci minął dzień?-zapytała.
-A..w porządku.Byłam na mieście z Chelsea.-skłamałam,wiedziałam że mama Scotta zadzwoni do mojej i powie że przyjechała i ona będę spędzać ze sobą każdą wolną chwilę,ale nie teraz.
-No to fajnie,oglądasz z nami?
-Nie dzięki,chyba pójdę już do siebie.To był ciężki dzień.
-Jak chcesz...
Weszłam po schodach do góry i zamknęłam drzwi,usiadłam pod nimi i spojrzałam na telefon.W tej samej chwili dostałam sms'a od Scotta. "Podobało się?"-napisał.
"Wyjazd czy pocałunek?"
"Oba"-odpisał.
"Hmm..oba były w porządku,ale drugie całkiem przyjemniejsze"
"Wiedziałem że to napiszesz.Cóż dobranoc,niska..."
"Ej..."
"Dobra.Dobranoc,królewno."- uśmiechnęłam się,wstałam,przebrałam w piżamę,skorzystałam z toalety,po czym położyłam się spać.Po godzinie dwudziestej drugiej usłyszałam jak Abby wychodzi do domu.Wszyscy domownicy położyli się spać.Nie mogłam zasnąć,cały czas myślałam o Scottcie.Chciałam by przyśnił mi się właśnie on.I tak się stało.Stał przed moim domem,wpatrzony we mnie.Moje paznokcie wbiły się w jego plecy,całował mnie a ja odwzajemniałam pocałunki....

2 komentarze:

  1. Super . ♥

    Chcę następny rozdział , więcej miłości i wredoty Abby ! Pozdro Spark ; * < 3

    OdpowiedzUsuń
  2. Zajebisty .! < 3 Ej no daj mi takiego Scotta . ! < 3 To moje marzenia i sny .... które nigdy się nie spełniają ;(
    Aga ; *

    OdpowiedzUsuń