środa, 13 czerwca 2012

Rozdział Ósmy

Była dziewiąta rano,niedziela.Dzisiaj miałam się spotkać ze Scottem,to świetnie,sama nie wiedziałam czemu,ale cieszyłam się z tego powodu.Wstałam z łóżka i podeszłam do okna,niebo było ciemne,a chmury widniały na tle krajobrazu.Wyobrażałam sobie z tych chmur różne kształty,osoby lub zwierzątka.To była taka odmiana zabawy w stylu dziecięcym,za którym cholernie tęskniłam.Odeszłam od okna,weszłam do toalety,umyłam zęby i uczesałam włosy.Następnie zajrzałam do garderoby i wybrałam z niej,obcisłą czarną koszulkę,rurki i czarne baletki.Strój był dopasowany do pogody,na dworze było ciepło i słonecznie,więc czemu by nie?Gdy byłam już przyszykowana,zeszłam na dół do kuchni.Otworzyłam lodówkę i wyjęłam z niej szynkę,ser i masło,zrobiwszy sobie kanapkę,zjadłam ją i wstawiłam wodę na herbatę.Usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor.Po chwili ktoś zadzwonił na mój telefon,wyciągnęłam go z kieszeni i odebrałam.Cóż jak z moich przypuszczeń wynikało zadzwoniła Chelsea by spytać się o wczoraj wieczór.Nie chciałam mówić jej szczegółów,ale ona tak nalegała że puściłam parę z ust.Jedyne czego jej nie wygadałam to,to że Scott mi się podoba.Jakby się o tym dowiedziała były by nieszczęsne pytania do końca mojego marnego żywota.Usłyszałam z kuchni świst,był to rozgrzany czajnik,który wołał mnie że woda na herbatę gotowa.Rozłączyłam się i zalałam sobie ją.Wzięłam kubek w rękę i wróciwszy na kanapę rozsiadłam się i oglądałam telewizję.W domu nie było nikogo oprócz mnie,co było dosyć dziwne w niedzielny poranek.Zawsze jemy śniadanie całą rodziną i Toddem.Możliwe że stara para gdzieś wyszła,a młoda po prostu mnie zostawiła.Nie przejmowałam się tym zbytnio,zmieniałam kanały tak szybko,że nawet sama nie wiedziałam co leci w tej rzekomej telewizji.Nie miałam na nic ochoty,z chęcią znowu poszłabym spać,lecz mój organizm był już w pełni naładowany.Postanowiłam że pójdę do piwnicy i wyprowadzę stamtąd mój stary grad.Czyli rower.Wyłączyłam telewizję,kubek włożyłam do zmywarki.Szukałam tego badziewnego klucza,ale nie mogłam go znaleźć.Wbiegłam więc na górę,po czym weszłam do sypialni mamy.Wiedziałam że tam on będzie i miałam rację.Schowała go do ostatniej szuflady w szafce pod telewizorem.Zbiegłam na dół,otworzyłam drzwi do piwnicy i zeszłam.Roiło się tam od pająków,pajęczyn i...kurzu.Znajdowały się tam albumy ze zdjęciami,stary gramofon,pudła z zawartością mamy i Todda, oraz rowery.Przypominało to złomowisko śmieci,ale jakoś tam wolałam spędzać czas niż tutaj.Wydostałam jakoś mój rower,zakluczyłam drzwi,klucz schowałam w szufladzie w kuchni i wyszłam.Wskoczyłam na rower i przejechałam się po ulicach mojego osiedla.Jeździłam tak bez sensownie,ale było to przyjemne.Połowę czasu i tak spędzałam w domu,tak czy siak fajnie było znowu poczuć ten zapach opon,drzew i świeżego powietrze,wiatru we włosach no i oczywiście złapać jakąś kondycję na lato,co bardzo mi się przyda.W między czasie kupiłam se jeansy,t-shirt, buty,torbę oraz zjadłam obiad.Nie zauważywszy była już 18:30.Musiałam jechać do domu,gdy już wróciłam odłożyłam rower i wyjęłam z lodówki galaretkę z masłem orzechowym.Chciałam coś zjeść przed "randką". Włożyłam potem naczynie do zmywarki i zdrzemnęłam się.Po godzinie 20, zadzwonił dzwonek do drzwi,byłam pewna że to Scott! Otworzyłam mu drzwi,zaprosiłam do środka.-Hej.
-No siema,gotowa?
-Na co?
-No na spotkanie?Nie mów mi że zapomniałaś!-warknął.
-Nie coś ty,tylko straciłam poczucie czasu,zmienię tylko obuwie i zaraz możemy iść.
-EHE.Tylko szybko!- powiedział.Gdy ja zmieniałam baleriny,na czerwone conversy on przechadzał się po mieszkaniu.Gdy byłam już gotowa,zbiegłam na dół i ruszyliśmy w stronę "Black Raven".Nigdy tam jeszcze nie byłam,słyszałam od Chelsea,że kręcą się tam podejrzane typy,no ale Scott mi na takiego nie wyglądał.Chociaż...Był umięśniony i znikąd miał dość sporo problemów ale żeby od razu być gangsterem?To się nie składało w całość.Przecież to bez sensu!Cóż moje teorie nie miały żadnego związku ze sobą,no ale świadomość mi mówiła żebym uważała na to wszystko co robi Scott,oraz na to co mówi.Mój umysł musiał pochłaniać wszystko co dotychczas zobaczy.Oraz to,czego chcę uniknąć...Weszliśmy do klubu z pomocą jakieś przepustki.Ściany były czarno-czerwone,a w niektórych miejscach były czaszki.Czuć było tytoń i alkohol,a dreszcze pochłaniały moją skórę,zaduma jakoby zniknęła,a strach przeszedł całe moje ciało.Bałam się tak jak nigdy dotąd,czułam na sobie te męskie spojrzenia.W klubie było mało kobiet,ale to jakiś postęp.Cóż,jaka kobieta chciałaby pójść do takiego ELEGANCKIEGO klubu,jak ten.Podeszliśmy do stołu bilardowego.Scott pokazywał mi parę ruchów a ja je powtarzałam,z jego pomocą.
-Podoba ci się tu,Spark?-uniósł brwi.
-Hmm..Jasne,jestem przyzwyczajona do mojej ulubionej knajpki,ale tutaj też jest w porządku.-skłamałam.Nie chciałam by wiedział że Ellie cyka się jakiegoś klubu,do którego taki mięśniak przychodzi praktycznie codziennie.To była jakaś porażka,ale nie dawałam tego we znaki.
-Kłamiesz.-powiedział.Co?Skąd on mógł wiedzieć że ja kłamię?Coś mi tu nie pasowało.
-Co?Dlaczego tak uważasz?Umiesz czytać w myślach,czy jak?
-Możliwe.
-Przestań być zabawny,tylko mów.-warknęłam z niecierpliwością na tą odpowiedź.
-Wiesz,wyczuwam to,nie umiesz kłamać.-Nie umiem kłamać?Coś mi tu nie gra,jakoś okłamałam mamę,Chelsea i nawet brata i nie było tego po mnie widać.Ale dlaczego nie mogę okłamać Scotta?-Czuć w Twoim głosie niepokój i zdenerwowanie.Ręce masz śliskie i widać to.Nauczyłem się jak zobaczyć czy ktoś mnie kłamię,więc radzę nie rób tego już nigdy.-Przeraziłam się jego tonem,nigdy wcześniej tak nie mówił.Czułam się,dziwnie.
-Ehe...wiesz,może już pójdziemy?Długo się zasiedziałam i czekam aż ktoś mi da pić,ale w tej knajpie chyba takiego czegoś jak MENU nie mają,racja?-oznajmiłam z goryczą w tonie,oraz z lekką nadzieją.
-Jak chcesz.Możemy jechać do parku.
-Dobra,tylko szybciorem.-Gdy wychodziliśmy jeden facet dał Scottowi w twarz,złapał go za koszulkę i przyciągnął do ściany.Warknął do niego nie zrozumiałe słowa i odszedł.Gdy weszliśmy do samochodu,oznajmiłam.-Co to byli za kolesie i czemu cię zaczepili!?
-Powiedzmy że mam parę wrogów,dobrze?
-Słuchaj,jesteś dla mnie ważny...-Shit!Powiedziałam to.Szczerze nie chciałam by Scott wiedział że mi na nim zależy,a ja puściłam parę z ust.
-Ty dla mnie też,ale co ja poradzę?Możemy o tym nie gadać?-Ważna dla niego,cóż robiło się ciekawie.
-Dobra,jedźmy do mnie.Nie ma nikogo i jakoś nie chcę mi się jechać do parku.
-Co chcesz powiedzieć przez "Jedźmy do mnie" oraz "Nie ma nikogo w domu",hmm?-jego uśmiech mówił sam za siebie o czym teraz myśli,było to irytujące a zarazem urocze.
-Oj zamknij się!-Po jakiś piętnastu minutach przyjechaliśmy,otworzyłam drzwi,weszliśmy i wbiegliśmy na górę,zaproponowałam jakiś film,ale on nie miał na niego ochoty.Włączyłam u mnie w pokoju TV i oglądaliśmy jakiś maraton.
-Wróćmy do tematu.Powiedziałaś że jestem dla Ciebie ważny,czyż nie?-uniósł brwi.
-Tak,ale co z tego?
Zaśmiał się.-To z tego że fajnie wiedzieć że od paru dni się komuś podobam.
-Ale zabawny,lubię cię to wszystko.
-Jasne...
-NO JASNE.
-Słuchaj,Ellie.Nie zdziwiłbym się jakbym ci się podobał,bo spójrz na mnie.Jestem ideałem,czyż nie?-skromnym ideałem,skarbie.Chciałam to powiedzieć,ale powstrzymałam się od tego.
-Aż szkoda z tobą rozmawiać.-powiedziałam.Przysunął się w moją stronę,po czym położył na mnie.Palcem dłoni odgarnął włosy z twarzy,spojrzał mi głęboko w oczy,tak samo jak ja jemu.Pocałował mnie.Szczerze nie przerywałam mu,nie chciałam nawet tego.Włożyłam mu rękę pod koszulkę i wbijałam paznokcie w jego plecy,natomiast on zdjął ze mnie t-shirt.Czułam się inaczej,tak miło.Ja i Scott znaliśmy się od zawsze,a myśląc że w żłobku budowaliśmy razem babki z piasku,a tego że teraz się całujemy,poczułam się niekomfortowo.Z dołu usłyszałam głos mojej mamy,wchodzącej po schodach.Cholera!Teraz to się narobiło.Wstaliśmy odruchowo,Scott wszedł do łazienki,a ja wlazłam pod kołdrę.
-Hej,kochanie.Jak minął Ci dzień?-spytała.
-Dobrze,do czasu,ale dobrze.-do czasu miałam na myśli "Do czasu aż wparowałaś mi w paradę!"
-To świetnie,kładź się spać,późno już.
-OK.Pa.-po tych słowach wyszła,ja zeszłam z łóżka i otworzyłam drzwi do łazienki w samym staniku.-Poszła,geniuszu.
-To fajnie.Słuchaj ja będę się zbierał bo mam osiem nieodebranych od matki,do zobaczenia w szkole.-Podszedł ze mną do okna,otworzył je,usiadł na werandzie.Ujął w dłonie moją twarz po czym mnie pocałował i wyskoczył z okna.Zobaczyłam czy nic mu nie jest,ale biegł do samochodu i odjechał.Położyłam się spać.Leżąc tak w pidżamie,rozmyślałam czy to dobrze że mama wkroczyła,bo mogło wyjść coś więcej,czy nie.Szczerze zawdzięczałam jej to,ale też byłam zła,że mi to przerwała.Cóż, jutro spotkam się z nim w szkole,więc nie jest tak źle.Myślałam co będzie dalej,miałam dosyć poważny problem bo nie wiedziałam jak to ująć,ale zależało mi na nim.Prawdę mówiąc...Kocham go...

2 komentarze:

  1. Ej no pisareczkoo .... ZAJEBISTY rozdział < 33
    ILY ;* oby tak dalej ^.^

    OdpowiedzUsuń
  2. Heh zapomniłam się znowu podpisać xd do komentarza ... Aga < 3

    OdpowiedzUsuń