Było jakoś po dziewiątej, kiedy się obudziłam. Miałam dziwny sen, przyjemny, ale dziwny. Doszłam do wniosku, że w domu będzie mi się strasznie nudziło, więc wystukałam numer Ches na telefonie, po czym nacisnęłam zieloną słuchawkę. Sygnał. Dzwoniłam tak trzy razy, ale za każdym razem nikt nie odebrał. Zaczęłam szukać w spisie kontaktów kogoś, z kim mogłabym się spotkać. Wolałabym by była to jakaś dziewczyna. Znalazłam kogoś, kto był zapisany jako "Danielle". Zaczęłam szperać w mojej pamięci szukając osoby, właśnie o takim imieniu. Pokazał mi się obraz pewnej blondynki, szczupłej, o niebieskich oczach, miłej, fajnej, wyluzowanej dziewczyny. Raz się żyję, pomyślałam, po czym zaczęłam do niej dzwonić. Nie minęło nawet dziesięć sekund, a już usłyszałam czyiś głos. To była Danielle. Właśnie w tym momencie ją sobie przypomniałam. Jej włosy opadały na barki, uśmiech zawsze szczery, no i jeszcze charakterystyczny kolor włosów. Danielle była ulubienicą wszystkich chłopaków, ze względu na charakter, jak i wygląd. Pod takim względem nawet Abby jej nie dorównywała. Danielle była ideałem każdego chłopaka. Kochała grać w piłkę nożną, oglądać mecze, grać na PS3, słucham ciężkiej muzyki. Cóż, ale była również wspaniałą kumpelą, zabawna, sympatyczna i jeszcze ten jej śmiech. Powalała na kolana. Przyjaźniłam się z nią w zerówce, potem doszła Ches, więc to była taka zmianka. Głos Danielle był lekki, można by było powiedzieć, że elegancki wręcz. Hm, chłopczyca z damską elegancją. Abby padała jej na kolana, była przy niej NICZYM.
-Tak?-powiedziała.
-O! Cześć Danielle, tu Ellie, możesz mnie zapewne nie pamiętać, ale chciałam się zapytać, czy nie wyskoczyłabyś ze mną dzisiaj gdzieś na miasto. Co ty na to?-wymamrotałam, lekko przerażona. Nie rozmawiałam z nią od lat, a teraz wyskakuję z czymś takim. Było mi siebie żal.
-Ach, Ellie...Ellie Spark! Już pamiętam, rozczochrana wariatka! Hehe, pewnie, powiedz tylko gdzie, a ja się tam zjawię.
-To super! Co ty na to, byśmy spotkały się dziś w barku, w centrum miasta?
-Nie ma sprawy, będę tam za godzinę.
-Dobra, cześć.-odłożyłam słuchawkę. Poszło lepiej niż myślałam, ale i tak jestem zdenerwowana. Zbiegałam na dół by się przygotować, zjadłam pożywne śniadanie, po czym zabrałam torebkę z blatu, oraz kluczyki do vana mamy. Wsiadłam i udałam się na miejsce spotkania. Nie wiedziałam jak teraz Danielle wygląda, mogłam tylko przypuszczać. Po godzinę dojechałam na miejsce. Byłabym szybciej, gdyby nie te roboty drogowe. Burmistrz miasta zażyczył sobie nowy pomnik, robotnicy cały dzień harowali, a ja przez nich musiałam się spóźniać. Nie dość, że już i tak jestem wstecz w tym wszystkim. Weszłam do barku, zaczęłam szukać jakiejś znajomej twarzy. Pewna dziewczyna siedziała do mnie tyłem, blond długie włosy, spięte w wysoki kok, lekko falowane. Według mnie była to właśnie Danielle. Weź się w garść, powiedziałam do siebie i ruszyłam w jej stronę. Na moje szczęście, ona poznała mnie, przytuliłyśmy się i usiadłam obok niej.
-Ależ ty wyrosłaś! Byłaś ode mnie niższa, a teraz to ja jestem taki krasnoludek.-zaśmiała się.
-Tak. Ty się bardzo zmieniłaś na dodatek, nie poznałam cię, dlatego nie wiedziałam, czy mam jednak podejść.
-Cała Ellie. Ja poznałam cię od razu! A tak w ogóle, to mieszkasz gdzieś tutaj, prawda?
-Ach, tak. Niedaleko lasku za miastem, mały domek, prawie w ogóle nie mam zbyt sąsiadów, ale to chyba dobrze. A ty, dawno nie widziałam cię również w mieście.
-Razem z rodziną wyjechaliśmy do Bostonu. Tam to się dzieje! Hoho! Mówię ci, jest tam świetnie, teraz przyjechałam na wakacje do babci, a potem mam zamiar studiować w Vegas.
-No to nieźle, żeś się odstawiła.
-Można tak powiedzieć, a co tam u ciebie? Liceum skończone, co dalej?-spytała.
-Nie mam pojęcia, oceny miałam raczej kiepskie, więc nie sądzę, bym dostała się na jakieś dobre studia.-zdołowała mnie.
Danielle rozejrzała się dookoła. Szukała kogoś? Jej wzrok skierował się na mnie, po czym zaczęła mówić.
-Słyszałaś o tym gangu bandziorów, o której teraz jest tak głośno?
Zamarłam.
-O o jakich bandziorach, ty mówisz?
-Nie mów mi, że mieszkasz tu, a o nich nie wiesz. Cóż, trudno. Chodzą plotki, że są w tych gangu osiem osób, które zwiały z więzienia. Sami mordercy. Ogólnie nikt w to prawię nie wierzy, ale ja wolę być ostrożna. Często można ich spotkać na peronach oraz metrach. Widziałam trzech. Wysoki śniady brunet, z wąsem. Blondyn o ciemnej karnacji i jeszcze staruszek. Ostatnio chodzą też słuchy, że porwali pewną dziewczynę. Oni są bezwzględni, ja wolę uważać, nie wiem jak ty. Próbowali zakraść się do ratusza, ale zostali podobno nakryci, szkoda tylko, że ochroniarzy znaleziono martwych. Czy to nie jest podejrzane?-właśnie dlatego się oglądała! Przez tą historię zamarłam, zrobiło mi się zimno, i żałowałam, że się z nią spotkałam, ale Danielle była moją starą kumeplą, nie mogę zmienić o niej zdania tylko przez jakiś bandytów.
-Są w metrach i peronach?-spytałam.
-Podobno tam się kręcą, albo są pijani, albo najarani, albo kto wie co jeszcze. Mordercy, gwałciciele i te inne sprawy. Właśnie stąd są znani.
-Mają jakąś specjalną nazwę, czy coś?
-Tak, nazywają ich "la sangre de la bestia", po hiszpańsku oznacza to "Krew bestii."Bardzo twórcze, ale jednak straszy.
-Metro i peron...-zaczęłam szukać głęboko w moim umyślę jakiegoś wydarzenia, coś mi świtało, ale nie wiedziałam co.
-Coś nie tak?
Przypomniało mi się!
-Można tak powiedzieć. Widziałam tych kolesi.
-Tak!?Gdzie?!
-W metrze, pod koniec roku szkolnego.
To właśnie oni zakradli się na metro wieczorem i to właśnie oni mnie zaatakowali. Byłam pewna, lecz teraz gdy wiem kim oni są czuję się mało bezpieczna. Mogą mnie zabić. Właśnie teraz, wszystko się zaczyna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz