-Słuchamy,kochanie.-powiedziała moja mama z uśmiechem na twarzy.
-Bo zaprosiłem na dzisiejszą kolację Abby.Wiem mamo że potem wychodzicie do Kina,ale ja i Abby rozewrzelibyśmy jakiś film.Dobrze?
-No pewnie.Nie widzę w tym żadnego problemu,a Ty,Todd?
-Również nie,chętnie bym poznał dziewczynę,Kevina,czemu by nie?
-Czyli wszyscy się zgadzamy?-powiedziała mama.
-Ej,a mi już nie dacie dojść do słowa?-powiedziałam zdenerwowana.
-Ellie,nie wtrącaj się.-powiedział Kevin.
-Ale muszę,nie dość że jem przy jednym stole z nim,to jeszcze muszę tej zdzirze usługiwać jak przyjdzie?
-Ellie!?Jak ty mówisz przy śniadaniu.Dlaczego tak jej nienawidzisz?
-Bo mam powód.Ona wyzywała mnie od "zdzir","szmat" i "kurw" a ja mam z nią teraz kolacyjkę jeść?Ona to potwór nie człowiek!
-Bo mam powód.Ona wyzywała mnie od "zdzir","szmat" i "kurw" a ja mam z nią teraz kolacyjkę jeść?Ona to potwór nie człowiek!
-Chcesz czy nie ona i tak przychodzi.-powiedział mój brat.
-Dobra..Proszę bardzo..Idę do siebie.-urwałam się z krzesła i pobiegłam do siebie.Miałam tego kompletnie dość.Nie mogłam uwierzyć w to że mój brat jednak zakochał się w Abby..W niej..To nie jest możliwe,zawsze gdy zwierzałam mu się jaka to ona jest dla mnie okropna,przytakiwał mi i powiedział że nie mam się nią przejmować,a teraz ma gdzieś moje zdanie i robi co mu się żytnie podoba.Od kąt tata nie żyję,wszyscy nie liczą się ze mną.Interesuję ich tylko to co oni chcą.W moim sercu była pustka,której nikt nie mógł zakleić.Będzie tam do końca mojego życia.Nie mogłam się tak dołować więc zadzwoniłam do Chelsea,tylko ona umiała mnie rozerwać.Wcisnęłam szybkie wybieranie i zadzwoniłam..nikt nie odbierał..cóż,miała wyłączony telefon.Więc poczekam do tej kolacji.Położyłam się na łóżku i zasnęłam.Mój sen był głęboki.Śniło mi się jak razem z moim tatą siedzę w ogrodzie,siedzę na huśtawce a mój tata siedzi na ławce i czyta gazetę.Podbiegłam do niego i zabrałam mu gazetę,zaczął mnie gonić,śmiałam się,a on razem ze mną.Potem zaczął mnie chlapać wodą z baseniku.Byłam szczęśliwa...bardzo szczęśliwa...myślałam że to jawa,że mój tata jest ze mną..Chciałam by sen trwał cały czas,nie kończył się nigdy.
Około godziny dziewiętnastej mama zawołała mnie na dół bym zeszła na kolację,bo zaraz przyjdę ta zołza.Zabrała mnie z mojego raju..raju snów jak jawa.Nie mogłam się jej opierać więc zeszłam.Usiadłam na miejscu i czekałam na "gościa".Gdy Abby weszła do domu,przywitała się i zaczęliśmy jeść.Moja mama zaczęła rozmowę.-No to opowiadaj Abby jak w szkole Ci się wiedzie.
-A powiem pani że bardzo dobrze.Ostatnio dostałam czwórkę z matematyki więc na koniec będę miała pięć.
-No to bardzo fajnie.Widzę że się dobrze uczysz,prawda?
-Cóż,na pewno się staram,chodź mam te dobre dni,jak i te złe.Prawda,Ellie?-jej ton mówił sam za siebie,a akcent był denerwujący.Wiedziałam co ma na myśli mówiąc to zdanie.Złe dni...Mówiąc to i kierując pytanie do mnie miała na myśli "Biedna,przykro mi że twój tata nie żyję..." Nie dałam za wygraną,ale nie będę robiła scen przy mamie.Więc odpowiedziałam jej.
-Wiesz,mi się wiedzie bardzo dobrze,ale nie powinno to dotyczyć Ciebie więc wiesz..
-No racja, to co dotyczy Ellie,dotyczy tylko jej.
-Sugerujesz coś?
-Skąd że.Mówię tylko że ludzie nie powinni interesować się życiem innych prawda?
-Prawda.-powiedziałam z ironią.
Po kolacji rodzice wyszli,a pięć minut później mój brat poszedł po kasety by mieć co oglądać ze swoją nową dziewczyną.Zostałam z nią sama.Wyłącznie sama...Niestety myślałam że będzie cicho,ale jak zwykle ona musiała otworzyć tą japę. -Słuchaj.Nie długo dzień ojca a ja nie wiem co kupić mojemu Tatusiowi.Ty na pewno swojemu kupisz znicz,ale wiesz,ja jeszcze nie muszę.-powiedziała to z uśmiechem na twarzy..
-Wiesz nie powinno Cię obchodzić moje życie.Wpierniczasz się w to w co w ogóle nie masz.
-Zrozum,ja niedługo będę tu mieszkać.
-Chyba po moim trupie.
-Wiesz,ja bym nie marudziła.
-Spadaj.
-Dlaczego mnie tak nie lubisz?
-Mnie się pytasz?Przezywałaś mnie i jeszcze wyśmiewasz się z mojego nie szczęścia.Wielka mi przyjaciółka się znalazła.
-Pf.Jakie lepsze imię dla dziecka.Martha czy może Alice?
-Nie interesuje mnie to.
-No jasne że nie.Ciebie nikt nie będzie chciał,ani nie chcę.Jesteś brzydką dziewczynką potrzebującą pomocy psychologa,bo nie może otrząsnąć się po śmierci taty.
Wkurzyłam się tak że nie mogło mnie już nic zatrzymać.Urwałam się z krzesła,podeszłam do niej i złapałam za koszulkę.-Słuchaj ty,mam Cię dość,odwal się ode mnie jasne!?Nie interesuję mnie to jak żyjesz czy z kim chodzisz,znajdź se innego faceta,bo robisz to tylko po to by być blisko mnie i dowiedzieć się o mnie więcej,by móc się z czego śmiać.-puściłam ją i podeszłam do drzwi,ubierałam kurtkę gdy mój brat złapał mnie za ramię,a Abby stała oparta o stolik.Kevin zapytał:-Gdzie wychodzisz?
-Idę do Chelsea.Nie chcę być z tą idiotką w jednym pomieszczeniu.Na razie.- po tych słowach wyszłam,a on ją pocałował!?Chciałam uciec...jak najdalej...
PS.Wiem że czwarty rozdział wyszedł dość późno,ale nie miałam czasu,ponieważ wiecie szkoła i te sprawy.Dziękuję za wysłuchanie i mam nadzieję że dalej będziecie czytać " Be Yourself."
Kurczę , jesteś zajebista ♥ Czekam na następne ^.^
OdpowiedzUsuńKurwaa . !!!! CUDOWNIE piszesz < 333 . Już się nie mogę doczekać następnych . ! ; ** - Gusia ;D
OdpowiedzUsuń